W Hiszpanii kończąc studia medyczne nie wiesz nic o układzie endokannabinoidowym, nie znasz nawet jego nazwy. Jak na całym świecie. A to bardzo ważny układ regulujący funkcje naszego organizmu, bez którego nie możemy żyć. Cała ludzkość bez niego wyginęłaby od razu. Wystarczyłoby zacząć od tego, że reguluje nasz apetyt, oraz temperaturę – i na tym mógłbym już zakończyć wywód o jego znaczeniu. – dr Mariano García z Kalapa Clinic

Ostatnia część obszernego wywiadu z dr. Mariano García z Kalapa Clinic, lekarza będącego ekspertem w temacie medycznej marihuany, odpowiada na pytania „jak przyjmować konopie lecznicze?” „Jaka forma podawania marihuany medycznej jest najlepsza?” – te same, które często zadają sobie pacjenci. Dr García dzieli się z nami praktycznymi uwagami dotyczącymi oleju z konopi, waporyzacji oraz… współpracy z polskimi lekarzami, którzy chcieliby dowiedzieć się, jak ją stosować w praktyce.

Kontakt z Kalapa Clinic jest możliwy poprzez email: consultas@kalapa-clinic.com oraz ich stronę internetową Kalapa Clinic znajdującą się pod tym linkiem. Wymogiem jest tłumaczenie dokumentacji medycznej na język hiszpański.


 

Istnieją różne sposoby podawania medycznej marihuany – od ekstraktów przyjmowanych drogą doustną, przez drogę wziewną po, stosowane przez niektórych, czopki. Jak Pan sądzi – które z nich są najlepsze dla pacjentów?

Bez wątpienia inhalacja jest najbardziej efektywna. Nikomu jednak nie zalecałbym palenia, dlatego drogą z wyboru pozostaje waporyzacja. I to wiąże się z pewnymi problemami – pacjent musi posiadać waporyzer – odpowiedni, bo nie wszystkie się do tego nadają, i musi się nauczyć jego obsługi.

Pacjenci z astmą mają ten sam problem – muszą pojąć, jak obsługiwać specjalny inhalator.

Sama nauka jest prosta, ale jest jeszcze jeden problem – mam już dość waporyzerów, z których ulatnia się dym – to oznaka, że coś nie działa dobrze. Przecież parownik służy do tego, by uwalniać substancje z rośliny bez procesu spalania. To droga czysta – mam nawet pacjentów z rakiem płuc, którzy waporyzują marihuanę.

Czy taka droga będzie wygodna również przy stosowaniu wysokich dawek – które w waszej klinice stosuje się w pewnych wskazaniach – rzędu kilkuset mg? Czy może wtedy lepiej sprawdzi się droga doustna?

Prawdą jest, że używając materiału roślinnego, potrzebowalibyśmy zwaporyzować niesamowitą jego ilość. Jako rozwiązanie można zacząć używać ekstraktów, o wysokiej zawartości kannabinoidów, co pozwoli nam zmniejszyć przyjmowaną objętość. Ale przez swoją szybkość i czystość preferuję drogę wziewną. Jest jednak jeden warunek – musimy mieć standaryzowaną odmianę rośliny o określonej zawartości, którą następnie ważymy i porcję umieszczamy w waporyzerze. Wtedy można wyliczyć dawkowanie, na przykład mając odmianę zawierającą 10% THC w 1g znajduje się 100 mg. Jeśli mój pacjent musi przyjąć 100 mg dziennie, to powinien zwaporyzować 1g suszu każdego dnia. Ale przy większych dawkach lepiej stosować olej. Wielokrotnie używamy ich podjęzykowo, bo biodostępność, czyli ilość substancji wchłaniana drogą doustną, jest bardzo różna. Jedna publikacja stwierdza, że jest to też droga z wyboru w przypadku guzów wewnątrzczaszkowych, i jest lepsza niż droga inhalacyjna. Badanie wykonano na nielicznej grupie pacjentów w USA, ale trzeba przyznać, że przyciąga uwagę.

Natomiast z punktu widzenia farmakologa droga doodbytnicza, jak w przypadku czopków, wydaje się taka sama jak droga doustna – również omija metabolizm wątrobowy tych substancji… A może widzi Pan jakieś różnice?

Można na to spojrzeć w ten sposób – THC działa psychoaktywnie, a zakładamy, że stosujemy wysoką dawkę. Pominięcie metabolizmu wątrobowego przez podanie doodbytnicze, ze względu na naszą budowę anatomiczną, skutkuje tym, że nie wytwarza się 11-hydroksy-THC. Ten związek, będący pierwszym metabolitem THC ma 4-razy silniejsze działanie psychoaktywne niż samo THC. Tak w teorii można wytłumaczyć, czemu ten skutek podawania marihuany jest mniej widoczny. Jednak tutaj, w Kalapa Clinic, nie podajemy jej doodbytniczo, bo przede wszystkim nie mamy czopków. Mamy jedną pacjentkę, która zamiast nich używa haszyszu – oczywiście testowanego, o odpowiedniej zawartości kannabinoidów, i takie „czopki” dobrze się rozpuszczają.

To pytanie wynika z faktu że właśnie czopki używane są często przez rodziców dzieci z padaczką, którzy stosują CBD. Dla nich to lepsza droga – dziecko może mieć problem z utrzymaniem ekstraktu pod językiem.

Wydaje mi się to logiczne, ale kwestia wchłaniania i biodostępności drogą doustną chyba nie jest tu problemem. Zgodnie z naszymi obserwacjami, dzieci leczone w naszej klinice reagują na leczenie podobnie, osiągając poprawę w tym samym czasie, w trakcie obserwacji kolejnych pacjentów. Myślę że można pominąć kwestię zmiennej biodostępności – bo na podstawie własnych obserwacji sądzę, że również doustnie da się osiągnąć stabilny poziom kannabinoidów. Ale z drugiej strony formowanie czopków jest proste – dodajesz gliceryny, tworzysz foremkę, zamykasz i to wszystko. Endoca już ma czopki w swojej ofercie.

Czy więc taka droga ma sens?

Uważam że jest interesująca, i warto nad nią pracować – i moglibyśmy to zacząć robić. Ale bez względu na to co mówią inni – to również nie jest idealny sposób administracji a wchłanianie może być bardzo zmienne. Ale wracając do wysokich dawek THC tu miałoby to sens – jeśli pacjent odczuwa efekty psychoaktywne przy pewnej dawce – po podaniu drogą tej samej doodbytniczą byłyby mniejsze.

Podzielił się Pan z nami niesamowitą ilością wiedzy. Chcielibyśmy na koniec spytać, czy również pacjenci z Polski mogą skorzystać z konsultacji w ramach Kalapa Clinic? Czy są jakieś warunki, które musi spełnić taki pacjent? Niestety na tą chwilę niewielu lekarzy w Polsce zajmuje się leczeniem za pomocą kannabinoidów – a jeszcze mniej ma w tej kwestii doświadczenie.

Ja to robię już od lat – ale musiałem zacząć sam. W Hiszpanii kończąc studia medyczne nie wiesz nic o układzie endokannabinoidowym, nie znasz nawet jego nazwy. Jak na całym świecie. A to bardzo ważny układ regulujący funkcje naszego organizmu, bez którego nie możemy żyć. Cała ludzkość bez niego wyginęłaby od razu. Wystarczyłoby zacząć od tego, że reguluje nasz apetyt, oraz temperaturę – i na tym mógłbym już zakończyć wywód o jego znaczeniu. Zwiększając temperaturę organizmu możesz łatwo wpędzić go do grobu, a jeśli ktoś nie je – również umiera. Układ endokannabinoidowy pojawił się 450 mln lat temu. Zachował się do dzisiaj, jednak ssaki już przebyły pewną widoczną zmianę ewolucyjną tego systemu. Tylko ssaki posiadają związany z nim receptor GPR55 – nie mają go nawet ptaki ani ryby.

Kto to odkrył?

Ja. Mówię o tym układzie, aby pokazać jak bardzo to jest ważny. Tak naprawdę chciałbym współpracować z polskimi lekarzami, wymieniać się z nimi danymi. Dawać im konkretne informacje, jak dawki, których trzeba używać. Nie wiem jak można to zrobić. Ale dla mnie byłaby to przyjemność wiedzieć, że ludzie mogą odnosić korzyść z tego, co udało mi się odkryć. Z drugiej strony mogą do mnie odesłać pacjentów, których ich zdaniem powinniśmy zobaczyć osobiście, albo stworzyć system wideokonsultacji – używam tego w moim kraju, bo są pacjenci, którzy mają ograniczoną możliwość poruszania się.

Nie jest więc konieczna osobista wizyta w klinice?

Nie, nawet 100% naszych pacjentów moglibyśmy leczyć poprzez wideokonsultacje, bazując na ich dokumentacji medycznej i poprzednich rozpoznaniach. Dlatego pracując z pacjentem zawsze przeglądam dokumentację którą mi wysyła, określam, czy można go leczyć w ten sposób, sprawdzamy czy nie ma przeciwwskazań, czy mogą wystąpić interakcje z innymi lekami, i dopiero wtedy znów łączymy się z pacjentem i podczas wideokonsultacji tłumaczę mu jak będzie wyglądało leczenie.

Więc w zasadzie wystarczy, by pacjent z Polski przetłumaczył swoją dokumentację, przedstawił czego oczekuje od leczenia, i to powinno wystarczyć.

Ni mniej, ni więcej.

Dziękujemy za obszerny wywiad.