W jednej z Pańskich prac (Decreased Spontaneous Eye Blink Rates in Chronic Cannabis Users: Evidence for Striatal Cannabinoid-Dopamine Interactions) sugeruje Pan, że stosowanie małych dawek kannabinoidów, (nie dających objawów przedawkowania, jak w przypadku pacjentów zażywających marihuanę w celach leczniczych), nie jest tak szkodliwe dla mózgu, jak duże dawki, ale zażywane rzadko (jak u osób zażywających ją jako narkotyk).

Podstawowa sprawa polega na ustaleniu, jakie te dawki powinny być. Można się powoływać na różne prace, w których stosowane ilości były powiązane z większym, bądź nie występowaniem efektów ubocznych lub skutecznością. Marihuana, chociaż jest stosowana od wieków jako środek leczniczy, nie jest oficjalnie lekiem, i wciąż brakuje długoterminowych badań uwzględniających skutki jej długofalowego podawania ze względów medycznych. Żaden organ nie wydał dotąd komunikatu określającego jakie powinny być stosowane dawki, nie istnieją oficjalne wytyczne. Obecnie ciężko udzielić odpowiedzi na to pytanie – szczególnie w przypadku dzieci. W świecie dużo mówi się o zastosowaniu marihuany w leczeniu epilepsji u dzieci, ściślej – CBD, gdzie widać pozytywne efekty. Ale dotąd nikt w historii nie stosował dużych dawek kannabidiolu od najmłodszych lat życia. Pomimo iż nie ma ewidentnych, widocznych działań niepożądanych CBD, i uważa się go za bardzo bezpieczny, nie wiemy jeszcze, jak to będzie wyglądało po latach.

Jak podawanie marihuany, lub leków z niej pozyskanych w tak młodym wieku może wpłynąć na rozwijający się mózg, zdolności poznawcze?

Już abstrahując od samych zdolności poznawczych – nie wiadomo na co w ogóle będzie miało wpływ. Wspomniany kannabidiol jest ostatnio bardzo gorącym tematem. Zachwyceni są nim zarówno pacjenci jak i badacze. Ale nie wiadomo czy w przyszłości nie dowiemy się o niepożądanych skutkach. Tutaj przykładem może być chociażby historia rimonabantu, nie wiem czy jest ona znana.

Rimonabant był antagonistą receptorów endokannabinoidowych [działał przeciwnie do agonistów, takich jak THC – przyp. red.]. Został wycofany ponieważ ludzie zaczynali popełniać po nim samobójstwa. Natomiast w testach na zwierzętach laboratoryjnych osiągano idealne wyniki,  a pierwsze wyniki badań z udziałem ludzi były równie pozytywne. Ale badania kliniczne nie były w stanie sprawdzić, czy ludzie po dłuższym użytkowaniu nie będą, chociażby, popełniać samobójstw.

O funkcjonowaniu układu endokannabinoidowego wiadomo tak naprawdę niewiele, i co chwilę niemal dochodzi do nowych odkryć.  Podejrzewa się, że receptorów w tym układzie jest 3 razy więcej, i tylko czekają na odkrycie. Ciężko powiedzieć czy dłuższe stosowanie marihuany jest szkodliwe. Jeśli mowa o zdolnościach poznawczych, długofalowy efekt kannabinoidów nie jest drastyczny. Człowiek nie staje się, nazwijmy to, „głupi”. Były takie badania, które mówiły że marihuana obniża inteligencję, co, jak uważam, jest mocnym nadużyciem. Jednak warto sobie zdawać sprawę z zagrożeń. Nie chodzi jedynie o zdolności poznawcze, ale przede wszystkim o wpływ na emocje, które mogą ulec „rozregulowaniu”. Tak jak w przypadku każdego leku, warto stosować go w rozsądny sposób, i cały czas monitorować efekty.

W przypadku dzieci z lekooporną padaczką marihuana jest ich „być albo nie być”, gdyż z każdym napadem padaczkowym dochodzi do nieodwracalnych zmian w mózgu, i bez tego leku mogłyby nie dożyć nawet wieku nastoletniego, z zatem – długofalowych skutków ubocznych. Natomiast coraz więcej rodziców chce stosować marihuanę medyczną w przypadku autyzmu, który nie jest śmiertelną chorobą.  Czy są dowody na lecznicze działanie kannabinoidów w przypadku autyzmu? Jakie znaczenie może mieć marihuana w leczeniu tych zaburzeń u dzieci?

Jak dotąd nie ma żadnych badań klinicznych na ten temat [w których uczestniczą pacjenci – przyp. red]. Wykonano jedno, na zwierzętach, w którym wykazano związek układu endokannabinoidowego z autyzmem. Szybko podchwyciły to różnego rodzaju grupy aktywistów, rzucając hasła w mediach iż „marihuana leczy autyzm”. Myślę, że przed nami jeszcze długa droga, by móc jednoznacznie wypowiedzieć się w tej kwestii.

Czy jest szansa, że korzyści z takiego leczenia będą przeważać nad ryzykiem?

W przypadku autyzmu bardzo ciężko powiedzieć w obecnej chwili. Abstrahując od kannabidiolu, jeśli mówimy o zastosowaniu THC, długofalowe skutki uboczne nie są specjalnie problematyczne. Najczęściej obserwuje się, że ludzie zażywający THC przewlekle mają zaburzoną kontrolę zachowań.  Mogą pojawić się problemy z uwagą dotyczącą otoczenia, z powstrzymywaniem swoich popędów. Ten długoterminowy skutek działania THC wydaje się najbardziej istotny. Natomiast konsekwentnie w licznych badaniach stwierdza się, że kiedy marihuanę zaczyna się stosować przed osiągnięciem wieku około 15-16 lat, to efekty THC są dużo bardziej wyraźne.  Dotyczy to przede wszystkim wpływu marihuany na uwagę, co widać również w badaniach obrazowych jak rezonans magnetyczny. Pojawiają się również problemy behawioralne [z zachowaniem – przyp. red].

O skutkach THC na naszą pamięć, postrzeganie i emocje wiadomo już wiele. Jego psychoaktywne działania bardzo ograniczają jego użycie w medycynie. Uwagę jednak coraz bardziej zyskuje nieposiadający takich efektów kannabidiol (CBD). Co wiadomo o jego wpływie na nasze zdolności poznawcze?

W przypadku CBD nie stwierdzono takiego wpływu. Jeśli mowa o epilepsji – rozważanie, czy zastosowanie marihuany upośledzi  czyjeś zdolności poznawcze, czy nie, pozostaje sprawą zupełnie drugorzędną. Ale warto sobie zdawać sprawę z pewnych ograniczeń w jej stosowaniu.

Wedle obiegowej opinii istnieje związek pomiędzy marihuaną a psychozami. W jaki sposób palenie marihuany miałoby powodować schizofrenię? Co obecnie wiadomo o powiązaniach między kannabinoidami a stanami psychotycznymi?

Ogólnie w badaniach naukowych udało się osiągnąć pewien konsensus – trzeba mieć predyspozycje do tego rodzaju chorób. Analizowano różne mutacje genetyczne, które mogą się przyczynić do ich powstawania. Zakłada się, że jeśli nie posiada się pewnych predyspozycji przy długim nawet stosowaniu marihuana nie wywoła stałej psychozy. Mimo to, po bezpośrednim zażyciu istnieje ryzyko wywołania takiego przejściowego stanu. Myślę, że większość użytkowników marihuany może sobie przypomnieć sobie przynajmniej jeden „bad trip”, jak to jest przez nich nazywane.

Czyli „bad trip” może być uznany za krótkotrwałą psychozę?

Tak, zazwyczaj jest to stan psychotyczny. Nie jest on bardzo „intensywny”, ale jednak występuje. Zauważyłem w trakcie mojego badania, że ów stan psychotyczny wynika z czegoś, co określiłbym jako „katastroficzną, mylną interpretację”. Wygląda to tak, że ludzie skupiają się na jednej myśli, dorabiając do niej kolejne, i jakoby coraz bardziej się „nakręcają”. Jedno zmartwienie tworzy kolejne, aż w końcu napięcie rośnie i nie można się dłużej kontrolować. Dla przykładu, jeden z badanych w trakcie mojego eksperymentu zaczął drżeć i widać było że czuje się źle… Mówił, że ma uczucie, które „musi powstrzymać”, i był całkowicie pochłonięty tym, że musi je powstrzymać. W takiej sytuacji zwykła sugestia od osoby z zewnątrz może zmienić ten stan, i tor myślenia danej osoby. Bo tak naprawdę ta psychoza jest wytworem autosugestii. Ogólnie zauważa się, że ludzie po zażyciu marihuany są bardzo otwarci na sugestie z zewnątrz, i te, które sami jakoby sobie tworzą.

Zatem, można by było ich łatwo zmanipulować?

Myślę, że można tak to ująć [śmiech], ale to trochę przesadzone twierdzenie. Ale dodam, że nigdzie w medycynie nie byłoby uzasadnione używanie tak wysokich dawek, jak w przypadku tego eksperymentu [najwyższa dawka, która miała być zastosowana, lecz została wycofana z badania to 45 mg THC – przyp. red.], przynajmniej zgodnie z obecnym stanem wiedzy.

Jak natomiast wygląda to w przypadku leczenia nowotworów, gdzie sugeruje się, że dawka powinna nawet wielokrotnie przekraczać tą, po której odczuwalne są już skutki uboczne [tzn. „haj”]? Oczywiście do takiej dawki należałoby dochodzić stopniowo, dzięki czemu mogłaby się wytworzyć tolerancja na ten efekt marihuany. W każdym wypadku mają być większe, niż stosowane w przypadku, chociażby, dolegliwości bólowych.

Czytałem takie opracowania, i to bardzo obiecujące zagadnienie. Jak dotąd tylko jedno badanie które uwidacznia działanie przeciwnowotworowe marihuany zostało opublikowane. Lecz nie  dotyczy ludzi, ale linii komórkowych, na których wykazano, że komórki nowotworowe giną pod wpływem wysokich stężeń THC.

Istnieje jednak praca dr Manuela Guzmana z Hiszpanii na temat glejaka wielopostaciowego, gdzie u pacjentów z nawrotem choroby stosowano właśnie wysokie dawki THC. Chociaż on sam wypowiada się na ten temat dość krytycznie, to znaczy, twierdzi że nie udało się dowieść, że marihuana może leczyć raka, jednak wykazano, że THC pacjentom nie szkodzi.

Na pewno nie było to badanie z podwójnie ślepą próbą [gdzie ani uczestnik, ani osoba nadzorująca eksperyment nie wiedzą, czy jest podawana substancja aktywna, czy placebo – przyp. red.]. Ciężko powiedzieć cokolwiek, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że jest to „chwytliwy” temat. Ciężko też się dziwić – osoba cierpiąca z powodu raka będzie szukać wszystkich dostępnych rozwiązań. Jednak w tej chwili, jeśli opierać się na badaniach naukowych, to, co można powiedzieć z pewnością, to fakt że marihuana pomaga znosić objawy towarzyszące chorobie nowotworowej. Obecny stan wiedzy nie pozwala jednak powiedzieć, że leczy raka. Kiedy działanie to zostanie potwierdzone w badaniach klinicznych, będzie można coś z pewnością stwierdzić. W tej chwili jest to bardziej myślenie życzeniowe.

W świecie marihuany medycznej przede wszystkim z tematem raka wiąże się wiele emocji, które są uzasadnione, ale często przesłaniają nam racjonalne myślenie. Ludzie na podstawie szczątkowych danych tworzą bardzo mocne opinie na ten temat. Myślę, że nie jest to do końca pozytywne zjawisko, bo może im dawać fałszywą nadzieję. Sądzę, że lepsze podejście polega na odkrywaniu poszczególnych elementów zagadnienia kawałek po kawałku. Nie mam na myśli negowania jakichkolwiek opinii, na przykład wychodzących od samych pacjentów – trzeba zwrócić uwagę na tego typu przypadki. Bo z drugiej strony widzę że naukowcy, czy lekarze, bardzo często zamknięci są na tego typu idee, twierdząc że „na pewno nie leczy raka, bo nie ma na ten temat badań”. Ja zaś uważam, że po prostu tego nie wiadomo na tą chwilę. Warto by było odłożyć jednak emocje na bok.

To bardzo trudne, a wielu ludzi wykorzystuje te emocje… w celach zarobkowych.

Oczywiście. Tak samo jest z CBD. Istnieje wiele produktów, które go zawierają, a tak naprawdę nie wiemy jak on działa. Niemniej jednak są one legalne i dostępne niemal wszędzie. Jeżeli jednak chcemy stworzyć lek z marihuany, lub z jej produktów, powinien być produkowany tak, jak wszystkie inne leki – czyli pod ścisłą kontrolą, bez względu na to jakiego kannabinoidu używamy. Nie możemy dołączyć marihuany do świata medycznego, nie używając „jego języka”.

Zatem CBD jest jakoby suplementem diety, który nie musi przechodzić badań klinicznych nim pojawi się na rynku? W jakim celu ludzie go zażywają?

W takich wskazaniach o jakich już wspominaliśmy; najbardziej popularny jest w chorobach u dzieci. Stosowany jest też jako środek uspokajający, w roli anksjolityku. Obecnie bada się też, czy mógłby być lekiem na schizofrenię, i do tej pory ukazały się 4 badania na ten temat, z bardzo pozytywnymi efektami. Myślę że jeśli nadal będą osiągane takie wyniki, CBD może się doczekać akceptacji jako lek stosowany w przypadku psychoz.

Jak mógłby działać CBD w przypadku z schizofrenii, na poziomie molekularnym?

To dobre pytanie, i warto się w nie zagłębić. Przede wszystkim CBD jest antagonistą receptorów kannabinoidowych. A potem odkryto kolejne aspekty jego działania, m. in. fakt, iż jest raczej słabym antagonistą. Jest jeszcze jedno badanie, które wykazuje że w pewnych przypadkach może być również agonistą.  Oddziałuje również, co wykryto w ostatnich latach, na inne układy, chociażby na receptory serotoninowe, więc jego działanie jest znacznie bardziej zróżnicowane. Hamuje również hydrolizę anadamidu [rozkład jednego z endokannabinodiów, czyli odpowiedników THC wytwarzanych w organizmie człowieka – przyp. red]. Moduluje również efekty THC.

Ludzie skupiają się na tym jak działa CBD sam w sobie, jednak najwięcej jego pozytywnych efektów widać, kiedy jest podawany wspólnie THC. Uważa się na przykład, że THC ma działanie uspakajające, tymczasem THC sam w sobie jest pobudzający, a działanie kojące wykazuje tylko w małych dawkach, a w wyższych może wywoływać psychozy czy stany lękowe. Natomiast dodatek CBD zapobiega tym niepożądanym efektom THC. Mechanizmy tych działań nie są jasne. Odkrywa się też coraz więcej interakcji CBD z różnymi układami, nie tylko endokannabinoidowym, chociażby jak w przypadku serotoniny… Myślę, że w najbliższych latach ukaże się więcej informacji na ten temat.

Zatem CBD jest „wielką niewiadomą” – podając go komuś, nie do końca możemy wiedzieć, jakie będą tego skutki?

Częściowo wiemy, ale zwykle nie wiadomo, jak do tego dochodzi. Jedną kwestią jest obserwacja a drugą – wyjaśnienie. Tak jak w przypadku epilepsji – widzimy, że kannabidiol jest skuteczny, ale nie możemy powiedzieć „dlaczego”. W badaniach używano już wysokich dawek CBD, i wykazano, że jest on bezpieczny, ale czy przy dłuższym użytkowaniu też tak będzie? Już pojawiają się pierwsze problemy – w jednym z badań w Australii, gdzie po raz pierwszy podawano CBD z użyciem waporyzarotra, okazało się, że CBD bardzo drażni gardło i ta mgiełka jest niemożliwa do wdychania. Do tego stopnia, że pacjenci kaszleli bez opamiętania.

Może więc CBD można podawać drogą doustną, na przykład w postaci oleju?

Tak, ale z olejami to inna historia. Najpopularniejszy jest olej Ricka Simpsona. To jednak raczej słaba rekomendacja dla pacjentów. Użycie nafty do jego wyprodukowania nie wydaje się zbyt zdrowe [śmiech], ale ten olej akurat zawiera duże stężenie THC. Wracając do CBD, na pierwszy rzut oka może się wydawać bardziej sensowne zażycie go w formie oleju, ale wiele osób nie zdaje sobie sprawy z kilku faktów. Na przykład z tego, że w marihuanie dopiero co zerwanej, większość THC znajduje się w formie kwasu THC, który ulega przekształceniu we właściwą formę dopiero po podgrzaniu. Proces przetwarzania marihuany ma również wpływ na to, jaka substancja jest zażywana. W herbacie z marihuany spożywasz głównie kwas THC, a nie samo THC. Dlatego w przypadku CBD warto i te sprawy brać pod uwagę. Sama forma podawania substancji zmienia rodzaj związków, które są wchłaniane. Kwas THC ma inną aktywność niż samo THC. Sam, gdy początkowo zajmowałem się tym tematem, byłam zaskoczony tymi niuansami. W marihuanie tuż po zbiorach występuje nie THC, lecz nawet 95% THC w formie kwasu. CBD też występuje w formie kwasu CBD.

Czy kwas CBD ma inne działanie na człowieka?

Nie było to do tej pory badane.

 

C.D.N

Olej z Konopi CBD najlepszych producentów  i  inne suplementy w najlepszych cenach, znajdziesz w sklepie pod tym linkiem   Medyczny Olej Sklep

 

Zapisz się do biuletynu Medycznego Oleju

Zapisanie zajmie ci mniej niż minutę a dzięki niemu:

-uzyskasz dostęp do ekskluzywnych materiałów

-będziemy powiadamiać cię o nowych artykułach na portalu

-otrzymasz stały rabat w naszym sklepie

-poinformujemy cię o konkursach i promocjach

Email marketing templates powered by FreshMail.com