Niewiedza jaka panuje w naszym kraju w temacie medycznej marihuany jest ogromna. Nawet Internet wydaje się być oszczędny w swojej pomocy. Jedną z odmian tej substancji jest tzw. olej RSO, czyli coś na kształt stężonego wyciągu z kwiatów konopi. Jeśli jednak rozpoczniemy poszukiwania w Sieci otrzymamy jedynie kilkanaście tysięcy wyników, podczas gdy najprostsze hasło generuje tu zazwyczaj setki tysięcy, a nawet miliony odnośników. Informacje na ten temat nie należą więc do powszechnych, ani popularnych. My chcemy to zmienić, bo nic tak nie skłania do myślenia jak kompleksowa edukacja i solidna porcja wiedzy. Chcesz wiedzieć więcej na temat oleju RSO? Zapraszamy do zapoznania się z pozostałymi akapitami tego wpisu.

Co znaczy, że olej RSO jest stężony? Chodzi tu o to, że jego mała pojemność kryje w sobie znaczną ilość różnych, silnie działających substancji występujących w przyrodzie. Jak wykazały badania jego moc jest w stanie pomóc chorym pacjentom w ponad 200 różnych schorzeniach, np. w leczeniu padaczki. Jego skuteczność jest też imponująca w przypadku doraźnej pomocy osobom dotkniętym nowotworem, i łagodzeniu objawów chemioterapii oraz samej choroby. To właśnie od tego zaczęto stosowanie oleju RSO, przygotowanego po raz pierwszy przez Ricka Simpsona. Oczywiście próby z użyciem marihuany przeprowadzano już wcześniej, jednak wywar z kwiatów konopi był pierwszą próbą wykorzystującą jej właściwości po odpowiednim przetworzeniu. Znalezienie amatorskiego przepisu, jak przyrządzić taki olej w warunkach domowych, nie jest obecnie trudne (jednak co do bezpieczeństwa takich praktyk nie będziemy się wypowiadać).

Główną substancją aktywną marihuany jest THC, jednak o ile w zwykłym skręcie znajdziemy jej zaledwie kilka procent to olej RSO może zawierać od 50% do 90% THC. W praktyce oznacza to, że jedna kropla tej stężonej substancji jest odpowiednikiem 10 g suszu marihuany. Nie trudno sobie więc wyobrazić, jak mocny jest to środek, co generuje konieczność przyzwyczajenia organizmu do zalecanej dawki 1 g dziennie. Najczęstszym sposobem jej podawania jest droga doustna, jednak ponieważ olej RSO jest w Polsce zaliczany do substancji nielegalnych zainteresowani nie mogą liczyć na pomoc lekarzy odnośnie dawkowania tego specyfiku.

Wysokie stężenie generuje również ogromne koszty zakupu oleju RSO. Ceny na czarnym rynku (bo inny w zasadzie tutaj nie funkcjonuje) osiągają 12 000zł za pojemność 60 ml. To jednak nie wszystko. Nielegalność użycia substancji na bazie marihuany w naszym kraju generuje dodatkowe niebezpieczeństwo. Cena złamania prawa to w tym przypadku nawet kilka lat pozbawienia wolności. Nie napawa to więc optymizmem ani osób zdrowych, ani tych, którzy walczą z chorobą i chwytają się każdej możliwości pomocy i zmniejszenia własnego cierpienia.

Głównym oskarżeniem jakie pada w tym wypadku przeciw stosowaniu oleju RSO jest możliwość nadużycia jego właściwości przez osoby uzależnione od narkotyków. Jest to oczywiście prawdopodobne, ale czy zakazać należy również sprzedaży syropu na kaszel skoro dzieci w podstawówkach i gimnazjach odurzają się nim w gronie rówieśników? Ceną za opieszałość prawa w kwestii legalizacji takich substancji jak choćby olej RSO jest cierpienie obywateli. Patrząc jednak na obecną sytuację jedyne co można legalnie zrobić by ulżyć sobie w bólu jest często śmierć, a to bardzo niepokojąca wizja przyszłości.