Był kiedyś człowiek, który twierdził, że nasz zdrowie zależy od równowagi czterech płynów – krwi, żółci, śluzu i czarnej żółci. I że przewaga jednego z tych płynów, dodatkowo determinuje nasz charakter. Dlatego ludzie z przewagą czarnej żółci byli skłonni do przemyśleń i traktowali życie z powagą (melancholicy – z łac. mélanos – czarny + chole – żółć). Natomiast ludzie z przewagą krwi byli otwarci na innych, i cieszyli się chwilą (sangwinicy – z łac. sanguis – krew). U tych, u których dominował śluz, in. (łac. mucus), dominującym organem był mózg – byli to myśliciele i racjonaliści. Natomiast przewaga żółci była przyczyną występowania cholerycznego typu charakteru, człowieka wiecznie niezadowolonego i pełnego agresji. Takie były podstawy teorii humoralnej.

Później narodził się inny człowiek, który stwierdził, że na każdą chorobę Bóg dał nam lek (arcanum). Ich źródłem miały być zioła, a jedynym problemem było ich odszukanie, ponieważ cały świat stanowił „wielką aptekę”. Abyśmy mogli rozpoznać cudowne remedium, Bóg nadał im odpowiednie sygnatury – zewnętrzne znaki, określające ich przeznaczenie. Zatem żółty szafran miał leczyć żółtaczkę, a liście o kształcie serca – służyły jako lek na choroby tego organu. Jednak i sam człowiek jego zdaniem nie był całkiem bezbronny – w jego ciele istnieje bowiem „balsam astralny”, który ma cudowną moc do uleczenia choroby, i gojenia zadanych ran.

Brzmi jak wymyślna pseudonauka? A może kuszące, nowe spojrzenie na medycynę? Owszem, przez stulecia, ludzie wierzyli w owe teorie, a dawni mistrzowie przekazywali je kolejnym pokoleniom lekarzy. Pierwszy z opisanych ludzi to Hipokrates, medyk ze starożytnej Grecji, drugim zaś to nikt inny jak niemiecki lekarz Paracelsus – działający w okresie odrodzenia w XVI w. Chociaż inne ich teorie do dzisiaj są aktualne (jak stosowanie zasad higieny i zdrowej diety jako formy zapobiegania chorobom), ciężko dziś znaleźć wśród adeptów nowoczesnej medycyny zwolenników teorii humoralnej, albo wyobrazić sobie ich podczas zbierania ziół na górskich stokach, wedle teorii sygnatur.

Starożytni lekarze nie mieli możliwości sprawdzenia swoich teorii. Nie dysponowali takim uzbrojeniem, jak mikroskop umożliwiający im ujrzenie wirusów czy bakterii. Nie wspominając już o tak zaawansowanych narzędziach jak tomografia komputerowa czy rezonans magnetyczny, dzięki którym można zajrzeć do wnętrza ciała żywego człowieka, bez naruszenia skóry, a nawet zobaczyć, jak aktywne są poszczególne komórki. W rzeczy samej starożytni medycy byli myślicielami-teoretykami, których hipotezy miały bardziej filozoficzny niż naukowy charakter. Ich teorie doczekały się jednak weryfikacji i dziś są tylko elementem historii medycyny, którą pięknie opisał Władysław Szumowski w książce „Historia medycyny filozoficznie ujęta”.

W dzisiejszych czasach jednak można powiedzieć, że obserwujemy swego rodzaju regresję, czyli powrót do owej medycyny, która bliższa jest fantastyce i filozofii, a nie prawdziwej nauce. Ciężko inaczej zaklasyfikować oczyszczanie organizmu z toksyn za pomocą gnijącego w ranie ziarna ciecierzycy (metoda Ashkara), czy leczeniu raka za pomocą sody oczyszczonej, „bo wygląda jak grzyb” (gdzie jedno związku z drugim nie ma – w końcu i grzybicy paznokci sodą nikt – racjonalnie myślący -nie leczy). Nie ma dowodów na to, by rak był jakimś „zewnętrznym złem”, natomiast mnóstwo – że jest złożony z naszych własnych komórek… W których nastąpił krytyczny błąd (o czym mówi się od 1902r. – czyli grubo ponad 100 lat!).

Nowa Germańska Medycyna i jej „Żelazne zasady”

Dzisiaj, coraz większym zainteresowaniem cieszy się tzw. Nowa Germańska Medycyna. Kolejna teoria, która napędza błędne koło strachu, i dla osób szukających prawdziwej pomocy… jest w istocie zabójcza. Sam autor doczekał się fali procesów przeciwko swojej osobie, o czym wspomnimy później. Zacznijmy od analizy jego postulatów, tzw. „żelaznych zasad raka”

1. Każdy nowotwór zaczyna się od zespołu DHS, in. Dirk Hammer Syndrome, który jest poważnym, ostrym i dramatycznym wydarzeniem, powodującym szok i wewnętrzny konflikt. Jego manifestacje widoczne są na 3 poziomach – psyche, mózgu i w organie.

2. Schemat psychicznego konfliktu determinuje lokalizację znaku Hamera w mózgu, i lokalizację raka w organie.

3. Przebieg owego konfliktu ma związek z rozwojem ogniska Hamera w mózgu, oraz rozwojem raka w organie.

W skrócie, dla Ryka Hamera rak jest chorobą psychosomatyczną. Czyli jedynym winnym rozwoju raka jest nie przypadek, nie narażenie na toksyny, nie geny, nie problem z naszym układem odpornościowym czy jakakolwiek inna przyczyna – ale sam chory. Raka stworzyłeś sobie sam w mózgu, bo nie radzisz sobie z problemami. Trzeba przyznać, że samo takie oskarżenie może spowodować psychiczną traumę, która, wg. teorii Hamera, doskonale „karmi” raka. A dodajmy, że wedle tej teorii psychiczny uraz powoduje nie tylko nowotwory, ale każdą chorobę którą zna ludzkość.

Na nowotwór nie można umrzeć!

Na szczęście, zdaniem Hamera, na nowotwór nie można umrzeć! Śmierć jest wynikiem wyniszczenia organizmu w aktywnej fazie konfliktu, utraty wagi, braku snu, wycieńczenia emocjonalnego i psychicznego. Siłę życia odbiera nam sam fakt postawienia śmiertelnej diagnozy, usłyszenie o niekorzystnej prognozie. A konwencjonalne metody leczenia tylko napędzają ową spiralę.

Hamer wymyślił ową koncepcję oczywiście na przykładzie pojedynczego człowieka, a ściślej – własnym. Jego syn zmarł w skutek ran postrzałowych – mimo licznych operacji, nie udało się go odratować. Miał na imię Dirk. 3 lata później, Hamer słyszy diagnozę – rak jądra, którą łączy z tragicznym wydarzeniem śmierci syna, i traumą psychiczną. Dlatego zespół DHS, który uprzedza pojawienie się raka nazwał na cześć własnego syna (Dirk Hamer Syndrome).

Ryke Hammmer i jego kuzyn – Zygmunt Freud

Co z ludźmi, którzy przed usłyszeniem diagnozy, mieli normalne, spokojne życie? Otóż, zawsze można się doszukać zadawnionego konfliktu, jeśli nie w ostatnim dziesięcioleciu, to przy samym akcie narodzin. Przypomina to psychoanalizę Freuda, i jego „teorię traumatyczną”. Rywalizacja z matką o względy ojca (kompleks Elektry), czy syna z ojcem o matkę (kompleks Edypa), która przebiega bez udziału naszej świadomości, jest źródłem zaburzeń psychicznych w życiu dorosłym. Kobiety są bardziej na nie podatne, ponieważ natura nie wyposażyła je w odpowiedni, reprodukcyjny organ, więc przez całe życie są zmuszone do poszukiwania swojego mężczyzny, który ma „uzupełnić niedobór”. Ale czemu mielibyśmy się ograniczyć tylko do psychiki? U Hamera z kolei takie wewnętrzne konflikty przyczyniają się do powstania wszystkich chorób. U każdego z nas znajdzie się jakaś „zadra” z przeszłości.

Psychologia w oddziale chorych na raka

Nie można powiedzieć, że nasze nastawienie psychiczne nie może przyczynić się do zaostrzenia objawów. Dobre nastawienie lekarza do pacjenta zwiększa skuteczność terapii, ponieważ sam fakt bycia pod opieką może niejako leczyć (efekt placebo), ale też sprawia, że pacjent chętniej postępuje zgodnie z zaleceniami – a to jest niezbędnym warunkiem skuteczności terapii. Czasami nie pozostaje jednak nic więcej, niż tylko „podnoszenie na duchu”. Dla niektórych będzie to „kłamstwo”, dla innych – element psychoterapii. Przypomina to zachowanie bohatera książki Sołżenicynia „Oddział chorych na raka”, jednego z chirurgów-onkologów.

„(…) gdy byli zupełnie bezsilni wobec choroby, gdy nie mogli uzgodnić stanowisk, Lew Leonidowicz starał się podnieść pacjenta na duchu. (…)

– Panie doktorze, dlaczego tak mnie boli kręgosłup? Może coś tam mam?

– Ależ skąd – uśmiechał się Lew Leonidowicz. – To zjawisko uboczne.

(Mówił prawdę: przerzut był zjawiskiem ubocznym.)

Przy łóżku strasznego starca o wyostrzonych rysach i trupioszarej cerze lekarka prowadząca meldowała:

– Pacjent otrzymuje środki wzmacniające i przeciwbólowe.

A więc koniec: dalsze leczenie nie ma sensu, można najwyżej łagodzić cierpienia.

Lew Leonidowicz marszczył ciężkie brwi i mówił z wahaniem, jakby decydując się na ujawnienie całej prawdy:

– Wiecie, ojczulku, powiem wam szczerze: źle się czujecie, bo osłabliście po leczeniu. Leżcie teraz spokojnie, nie popędzajcie nas – pomalutku wyleczymy. Leżycie, odpoczywacie, niby nic wam nie robią, ale organizm broni się. On umie się bronić! To najlepsze lekarstwo!

I skazany człowiek przytakiwał z wdzięcznością. Prawda wcale nie okazała się straszna! Budziła – nadzieję…”.

Książka Sołżenicynia opisuje sytuację na oddziale onkologicznym w latach 50′ ubiegłego wieku – czyli sprzed ponad 60 lat, w realiach Związku Radzieckiego. Szczerze mówiąc, „leczenie” zalecane przez Hamera – w niczym się nie różni od tych metod. Jednak dzisiaj lekarz nie może zataić diagnozy przed pacjentem, ani jego rokowań – jest do tego zobligowany – prawnie, oraz etycznie. Dzisiaj też o samej biologii raka wiemy znacznie więcej, dzięki czemu można opracować celowane metody leczenia, co przekłada się na coraz dłuższe przeżycie chorych. W ostatnich 40 latach, wedle statystyk prowadzonych przez Cancer Resaerch UK, w Anglii, zwiększyło się ogółem patrząc, dwukrotnie, a połowa chorych przeżywa ponad 10 lat od postawienia diagnozy. Jak natomiast określić metody Nowej Germańskiej Medycyny czy jej siostry – francuskiej „Biologii Totalnej”, której praktycy dziennikarce, udającej chorą na raka piersi zalecili odstawienie chemioterapii… A przy kolejnej wizycie „picie szampana i relaks”? Jeszcze bardziej średniowiecznie brzmią zalecenia dla innego dziennikarza – tym razem „chorego” na raka prostaty – miał modlić się 15 razy dziennie. Prowokację przygotowała stacja CBC, i można ją obejrzeć tutaj.

Chociaż w internecie znajdziemy ludzi „uleczonych przez Boga”, czy innymi, cudownymi metodami – będą to pojedyncze przypadki. Niestety samoistnego wyzdrowienia z choroby nowotworowej ma szczęście doświadczyć zaledwie 1 na 100 000 osób (w zależności od rodzaju nowotworu może być to rzadsze lub częstsze). Spontaniczna remisja to zjawisko opisywane w medycynie od ponad 100 lat – a znane jest z pewnością dłużej. Powoduje je zaprogramowana śmierć komórek (apoptoza), i hamowanie angiogenezy (tworzenia naczyń). Jednak zawsze musi być jakiś „punkt spustowy”, który sprzyja uruchomieniu tych mechanizmów. Tymczasem większość raków jednak rośnie, i wytwarza własne naczynia odżywcze- o ile guzy te nie zostaną usunięte, bądź zniszczone lekami.

Co zaleca sam Hamer? „Terapia w NGM skupia się na odnalezieniu miejsca DHS, oraz odnalezieniu rozwiązania konfliktu, które będzie realne do wykonania i praktyczne. Na przykład – człowiek, którego przedsiębiorstwo upadło, i brakuje mu zajęcia, musi sobie odnaleźć nowe – szok spowodowany utratą pracy musi być rozwiązany poprzez odnalezienie nowej „domeny”, jak przyłączenie do stowarzyszenia, lub zainteresowanie się od nowa dawnym hobby. Tak szybko, jak konflikt zostanie rozwiązany, leczenie będzie przebiegać dalej swoim naturalnym rytmem”.

Czyli aby uleczyć się z raka, np. jelita, wystarczy że zaczniemy znów wędkować w weekendy? Ale leczenie akurat raka jelita to nie tylko planowe operacje, które mogą poczekać, ale też przypadki nagłe. Rozrost guza powoduje nagłe zatrzymanie pasażu jelitowego, czyli jego niedrożność, a nawet pęknięcie, co stanowi zagrożenie życia. Nie tylko operacje te są obarczone większą śmiertelnością, ale też znacznie rzadziej prowadzą do wyleczenia – szanse na przeżycie 1 roku maleją o ponad 15%. Niestety – główną metodą leczenia akurat nowotworów przewodu pokarmowego była i pozostanie chirurgia, a nie psychologia. Chemio- i radioterapia tylko ograniczają tworzenie przerzutów, oraz zmniejszają prawdopowobieństwo nawrotów.

Ognisko Hamera, czyli Dirk Hamer Syndrome – źródło wszelkiego zła

Natomiast ognisko Hamera widoczne na tomografie – bo przecież taki obraz krąży w sieci, mając być w założeniu niezbitym dowodem na jego istnienie? Wygląda jak zwykły… artefakt, wynikający z błędu aparatury. Tomograf to maszyna, i ma prawo się psuć, a czasami musi podlegać kalibracji. Artefakty „pierścieniowe” są jednymi z częstszych, wynikających z błędu detektora promieniowania. Jeśli jednak ognisko DHS istnieje w mózgu każdego chorego – dlaczego nikt dotąd go nie zauważył? Nikt (inny) go nie opisał? Chociażby… u chorych na nowotwory mózgu, gdzie rutynowo wykonuje się takie badanie, albo u tych z podejrzeniem przerzutów do układu nerwowego? Wystarczyłoby zebrać płyty z tomografią od pacjentów, by przekonać się, że ognisko DHS… Nie istnieje.

U twórcy Nowej Germańskiej Medycyny rola psychiki w chorobie, chociaż nie można jej całkowicie negować, urasta do śmieszności. Ponadto NGM jest niebezpieczną pseudonauką, ponieważ nie pozwala osobie poddającej się kuracji korzystać z innych metod – skuteczność terapii jest „gwarantowana” tylko, gdy poddajemy się praktykom NGM. Nie próbuj stosować akupunktury, bo umrzesz. Nie mówiąc już o konwencjonalnym leczeniu. Zauważmy, że „zwykli” lekarze metod, bazujących po prostu na strachu – nie stosują. Pacjent, który nie chce się leczyć może opuścić gabinet, i nie zgodzić się na chemię, naświetlania, czy operację. I nikt nie ma prawa zatrzymać go w szpitalu na siłę.

NGM zbiera swoje śmiertelne żniwo

Ryke Hamer, na nieszczęście, zdołał swoje teorie sprawdzić w praktyce. Do tej pory został osądzony i skazany za spowodowanie zgonu, lub nieodwracalnej szkody na zdrowiu w kilku krajach. Największego rozgłosu doczekała się sprawa Olivii Pilhar. Rodzice zrezygnowali ze „strasznego” konwencjonalnego leczenia jej guza nerki. Chociaż rokowanie w przypadku guza Wilmsa jest dobre w początkowej fazie, długa zwłoka i pogarszanie się stanu dziewczynki zmniejszyło jej szanse na przeżycie z 90% do 10%, o czym donosił Independent London. Dopiero odebranie praw rodzicielskich pozwoliło uratować dziecko. W 2010 roku fotografie ocalonej dziewczynki pojawiły się w niemieckim czasopiśmie Bild, 15 lat po rozpoznaniu choroby. Zanim udało się wykonać operację, guz ważył ponad 4 kg, uciskając płuca i uniemożliwiając oddychanie. Chociaż Hamer chwali się bardzo wysokim odsetkiem wyleczeń – gdzie jest dokumentacja jego dokonań? Czy może, podobnie jak cała jego teoria, wszystko powinno pozostać kwestią wiary?

Chcesz wiedzieć więcej na temat ofiar i błędów Nowej Germańskiej Medycyny i Totalnej Biologi odwiedź stronę http://nowagermanskamedycyna.pl/ tam znajdziesz obszerny materiał na temat tych groźnych praktyk.

ŹRÓŁA:

  • Neuman, Heather B., et al. „Surgical treatment of colon cancer in patients aged 80 years and older.” Cancer 119.3 (2013): 639-647.
  • http://www.era-zdrowia.pl/oczyszczanie-organizmu/oczyszczanie-limfy/oczyszczanie-ukladu-limfatycznego-metoda-dr-ashkara.html
  • https://www.sciencebasedmedicine.org/the-iron-rule-of-cancer-the-new-german-medicine-and-cancer-quackery/
  • http://scienceblog.cancerresearchuk.org/2014/03/24/dont-believe-the-hype-10-persistent-cancer-myths-debunked/
  • http://jcs.biologists.org/content/121/Supplement_1/1.full
  • http://www.oil.org.pl/xml/nil/gazeta/numery/n1999/n199905/n19990518
  • http://www.bild.de/news/vermischtes/so-schoen-ist-sie-heute-5137142.bild.html
  • http://www.independent.co.uk/news/world/parents-on-trial-for-cancer-treatment-refusal-1357672.html
  • http://www.cancerresearchuk.org/health-professional/cancer-statistics/survival#heading-Zero