Dnia 4 konferencji „Medical Cannabis Conference” tytuł popołudniowego posiedzenia brzmiał: „Cannabis, cannabinoids (and alternatives) for the wellbeing of patients” (Marihuana, kannabinoidy (i alternatywne środki) dla polepszania jakości życia pacjentów). Wydarzenie miało miejsce w dniach 4-7 marca w Pradze. Wykłady dotyczyły badań nad działaniem marihuany i jej miejscem w nowoczesnej medycynie, i zostały poprowadzone przez specjalistów w tej dziedzinie.
W trakcie owej sesji jako pierwszy wystąpił dr Arno Hazekamp, wygłaszając wykład „What the patients really want – the dosage and the ways of use, globally”. Dr Arno Hazekamp jest absolwentem Uniwersytetu w Leiden w Holandii, gdzie ukończył studia magisterskie na wydziale biologii molekularnej. Jest uważany za eksperta w kwestii hodowli, kontroli jakości, oraz wytwarzania produktów na bazie marihuany. Jego praca doktorancka dotyczyła jej właściwości leczniczych, oraz przeszkód związanych z wprowadzeniem tego środka do powszechnego użycia w świecie nowoczesnej medycyny. Działał przy tworzeniu programu dotyczącego leczenia marihuaną przy holenderskim Ministerstwie Zdrowia. Jest gorącym zwolennikiem opartego na badaniach naukowych podejścia do tego problemu, udzielając się nie tylko w swoim kraju, ale też poza jego granicami.
W ciągu swojej pracy zajmował się gromadzeniem danych od ludzi stosujących terapię marihuaną, jak i z oficjalnych statystyk prowadzonych przez przez apteki w Holandii i USA. W wykładzie „Czego naprawdę chcą pacjenci – dawki i sposób podawania w skali globalnej”, w odróżnieniu od tematów proponowanych przez innych uczestników konferencji, przekazał jak wygląda leczenie marihuaną z perspektywy chorego. Użycie medycznej marihuany napotyka wiele problemów, o których dziś nie boją się oni mówić – od legalności sprzedaży konopi w celach leczniczych, przez jakość oferowanego produktu, dobór odpowiedniej odmiany, po sposób, w jaki ma być ona przyjmowana, i jej optymalną dawkę. W tym celu przeprowadził on ankietę wśród pacjentów leczonych marihuaną. Objęła ona 1000 osób z 31 krajów, więc badanie miało skalę ogólnoświatową. Większość z nich w trakcie terapii stosowała dotychczas aż 3-4 preparaty, w tym syntetyczne leki na bazie marihuany jak Marinol czy Dronabinol, a leczenie rozpoczęła po konsultacji z lekarzem, znajdując się pod jego stałą opieką. Blisko 3/4 z nich używało konopi ze względu na występowanie jednego z następujących wskazań: ból, niepokój, spadek wagi czy depresję. Są to klasyczne powody przepisywania medycznej marihuany przez lekarzy w krajach, w których jest dostępna. W następnych pytaniach mogli oni wybrać preferowany sposób jej zażywania. Większość (znów 3/4 badanych), wybierała palenie lub waporyzację [metoda inhalacji, polegająca na wdychaniu pary wytwarzanej przez specjalny aparat – waporyzer, stosowana też w e-papierosach – przyp. red], z przewagą tej pierwszej drogi. Rzadko wybierano napar (herbatę z konopi), czy jedzenie. W odczuciu pacjentów te pierwsze metody pozwalały im na uzyskanie szybkiego początku efektów, oraz utrzymanie dobrej kontroli przyjmowanej dawki. Co może się wydawać zaskakujące, wedle zdania osób leczących się marihuaną to waporyzacja powodowała większe drażnienie płuc. Badanie było przeprowadzone w 2010r., kiedy olej z marihuany nie zyskał jeszcze takiego uznania, stąd dr Hazekamp twierdzi, że wyniki ankiety przeprowadzone dziś dałyby odmienny obraz.
Jakie działania marihuany uważane są za niepożądane przez chorych? Przede wszystkim uczucie skołowania, zawroty głowy, niekontrolowany apetyt ale też… Poczucie bycia „na haju”. Wbrew temu, czego obawiają się osoby przeciwne legalizacji medycznej marihuany, osoby używające jej wyłącznie w celach medycznych ów stan uważają za skutek uboczny leczenia. To jasno pokazuje, że dla tych, którzy zmagają się z chorobą najważniejszy jest efekt terapeutyczny, ulga w dolegliwościach, a efekt narkotyczny jest ceną za skuteczność leku.
Dr Hazekamp obalił też kolejny mit, który często jest przywoływany w trakcie debat politycznych na temat legalizacji medycznej marihuany. Bazując na holenderskich, oficjalnych statystykach, postanowił sprawdzić, czy rzeczywiście wraz z czasem rozwija się tolerancja na efekty konopi (czyli osłabienie jej działania), co prowadzi do eskalacji przyjmowanych dawek. Wedle danych z których korzystał – nie ma takiego zagrożenia. Obserwacja ilości marihuany zakupionej w aptekach przez pojedynczego pacjenta nie ulegała żadnym zmianom na przestrzeni 8 lat. To pozwala obalić koronny argument, przedstawiony niektórych przeciwników legalizacji marihuany.
Dawki, które stosują holenderscy pacjenci każdego dnia to średnio 0,7g. Co ciekawe, IACA (International Association for Cannabis as Medicine – Międzynarodowa Organizacja dla Konopi jako Leków) podaje inną liczbę – około 3g. Wydaje się że to duża różnica, jednak, jak tłumaczy Hazekamp, zależy to od zawartości THC, i innych kannabinoidów w danym produkcie, gdyż celem jest zażycie nie odpowiedniej ilości gramów marihuany, ale substancji działającej aktywnie. A w tym aspekcie ma znaczenie nie tylko odmiana rośliny, ale też droga podawania (palenie, jedzenie, herbata). Stąd dawki mogą się bardzo różnić. Tym bardziej iż przeprowadzona przez niego analiza składu próbek marihuany z różnych laboratoriów w roku 2010 wykazała znamienne różnice w zawartości THC i drugiego istotnego kannabinoidu – CBD (kannabidiolu). Niektóre zawierały dramatycznie wysokie ilości THC, inne zaś – prawie wcale nie miały substancji uważanych za aktywne.
Kolejną sprawą bardzo istotną w kwestii leczenia marihuaną oraz lekami bazującymi na niej jest koszt takiej terapii. Wedle jego wyliczeń, terapia Marinolem (syntetyczny THC) to 22,69 € dziennie. Natomiast terapia marihuaną z Bedrocan [firma sprzedająca wystandaryzowaną marihuanę, o znanym składzie – przyp. red] to koszt zaledwie 6€ dziennie, zgodnie z danymi na lata 2009-2012. Widać tu drastyczną różnicę w kosztach, ponoszonych przez osoby leczone syntetycznymi preparatami. To problem nie tylko chorych, ale i ubezpieczycieli – nie są oni skłonni do finansowania każdego rodzaju terapii. Dla nich istotne są kwestie finansowe, gdyż jak każda inna dziedzina gospodarki również odczuli skutki kryzysu. Jeśli nie płaci ubezpieczyciel, pacjent musi pokrywać te koszty z własnej kieszeni, na co nie każdy może sobie pozwolić.
Ostatnią kwestią jest wybór właściwej odmiany medycznej marihuany. Ta roślina potrafi wywoływać drastycznie różne efekty na człowieka, w zależności od odmiany. Cannabis sativa ma działanie przeciwlękowe, przeciwdepesyjne, zwiększa energię do działania i podnosi na duchu – dlatego uważa się że działa głównie na „umysł”. Natomiast Cannabis indica działa głównie na ciało – uspakaja, znosi ból, zmniejsza spastyczność mięśni, zwiększa apetyt a zmniejsza nudności. Odmian jest nawet 1000, a każda z nich ma odmienne skutki na organizm. Uważa się, że wraz z rozwojem badań na każdą odmianą będzie można wykazać, która jest najskuteczniejsza w bezsenności, depresji czy w przewlekłym bólu. Nazywa się to spersonalizowaną terapią, i do tego dążą obecnie badacze na całym świecie. Ich celem jest stworzenie „mapy” marihuany, która pomoże dobrać odpowiednią odmianę dla konkretnego przypadku.
Na zakończenie dr Hazekamp wspomniał o różnicach w organizacji sprzedaży marihuany, oraz wpływie jaki może to mieć na prowadzone statystyki. W Holandii medyczną marihuanę można uzyskać na receptę, jednak uprzednio należy się udać do lekarza. Większość z nich stosuje surowe kryteria kwalifikacji do tej terapii, więc niektórzy decydują się, omijając tą drogę, na zakup ziela w coffe shopach. Stąd liczba leczonych oficjalnie marihuaną wynosi tam 8/100 000 osób. Dlaczego w USA odnotowuje się ich aż 100-200 / 100 000? Prawdopodobnie dlatego, że w większości stanów, w których medyczna marihuana jest legalna, recepta lekarska otwiera jedyną drogę do jej legalnego zakupu. Dlatego wedle hipotez dr Hazekampa w Holandii ilość osób realnie leczących się konopiami jest niedoszacowana, a w USA część z pacjentów być może wcale jej nie potrzebuje. Kto jest „prawdziwym” pacjentem? To trudne, niewygodne pytanie, na które jednak należy poszukiwać odpowiedzi. Tutaj istotna jest rola lekarzy, którzy nie tylko mieliby odpowiednią wiedzę na temat marihuany, jej odmian oraz działania, ale też potrafiliby dobrze wybierać wśród chorych tych, którzy realnie potrzebują takiego leczenia.
Opracowane na podstawie:
http://www.medical-cannabis-conference.com/en/conference/hazekamp
Wykłady – https://www.youtube.com/watch?v=4OXVFpAKWus&list=PL_CMhhbWwdlOyoLyEyBtN-qd_QvREpXIt&index=3