W dniach 4-7 marca 2015r. w Pradze odbyła się konferencja poświęcona medycznej marihuanie, pod tytułem: ” Medical Cannabis and Cannabinoids: policy, science and medical practice” (Marihuana medyczna oraz kannabinoidy: aspekty prawne, naukowe i kliniczne”. Jej treść stanowiły warsztaty , seminaria oraz wykłady, przygotowane przez badaczy zajmującymi się marihuaną zarówno w laboratoriach, jak i stosujących leki z konopi w swojej codziennej praktyce. Uczestnicy i wykładowcy do serca Republiki Czeskiej przybyli z wielu krajów, m.in. z USA, Izraela, by podzielić się swoimi osiągnięciami i doświadczeniami w leczeniu medyczną marihuaną.

W porannej sesji nazwanej „Postępy oraz przyszłe kierunki w leczeniu i badaniach nad marihuaną medyczną” najbardziej owocne było wystąpienie prof. Paula Pachera z USA. W telegraficznym skrócie podsumował on 10 lat badań nad działaniem marihuany na nasz organizm w wystąpieniu „Kluczowa, przeciwstawna rola receptorów CB1 i CB2 w tkankach obwodowych w procesach zapalnych, uszkodzeniu tkanek i stresie oksydacyjnym”. Poruszone przez niego kwestie, choć bardzo skomplikowane, wyrażone zostały w sposób niezmiernie przejrzysty.

Obecnie w konopiach odnaleziono blisko 500 substancji aktywnych – kannabinoidów. Ich oddziaływanie jest wywoływane za pomocą wszechobecnego w naszym ciele układu endokannabinoidowego, w którym wyróżnia się 2 receptory – CB1 oraz CB2. Działanie marihuany jest bardzo złożone, bowiem poszczególne składniki mogą działać na jeden z tych receptorów, oba, lub wywoływać swoje efekty niezależnie od nich. CB1, który jak dotąd wiadomo w największej obfitości znajduje się w kluczowym dla naszego funkcjonowanie organie – mózgu, ma również istotną rolę w wielu chorobach toczących się poza nim. Jego pobudzenie stymuluje przykładowo odkładanie się tłuszczu w tkance tłuszczowej, co może prowadzić do otyłości, a także ma znamienny wpływ na układ krążenie – zarówno u zdrowych jak i u osób cierpiących na miażdżycę czy choroby serca.

Pobudzające receptor CB1 substancje, (do których należy również THC lecz ten swoje działanie równoważy swym wpływem na receptor CB2) mogą działać w sposób dla nas niepożądany. Nie tylko odnosi się to do znanych efektów psychoaktywnych, lecz również może stanowić podłoże rozwoju schorzeń serca, nerek i wątroby. Niektóre narkotyki, należące do syntetycznych kannabinoidów, mają siłę działania na ten receptor nawet 700 razy większą niż THC. Już od lat w literaturze opisywano przypadki zawałów serca u młodych, dotąd całkowicie zdrowych osób, związanych z nadużywaniem tych substancji. Udowodniono również, że w zawale serca aktywacja CB1 doprowadza do zwiększenia zniszczeń poczynionych w mięśniu sercowym. Ponadto, przyczynia się też do uszkodzenia kluczowych dla naszego funkcjonowania organów – wątroby i nerek. W 2013 ukazało się badanie, opisujące dramatyczne skutki użycia dopalaczy zawierających silne, syntetyczne kannabinoidy. Przeprowadzone zostało przez Central Disease Control, i dotyczyło młodzieży w wieku licealnym. Nawet jednokrotne zażycie tych substancji prowadziło do takiego uszkodzenia nerek, które wymagało zastosowania dializy, czyli tzw. „sztucznej nerki”. Jednak próby hamowania działania tego receptora również skończyły się niepowodzeniem. Syntetyczny antagonista receptora CB1, rimonabant, który hamował jego działanie, po krótkotrwałym zachwycie został wycofany z rynku. Miał on działanie zarówno na receptory CB1 w mózgu, jak i w innych tkankach. Mimo iż początkowo wydawał się skutecznym lekiem na otyłość, umożliwiającym szybkie uzyskanie spadku masy ciała, szybko został wycofany z rynku, gdyż powodował liczne zaburzenia psychiczne, jak niepokój i stany lękowe [do prób samobójczych włącznie – przyp. red.].

Wobec tego CB1 może być postrzegany jako „czarny charakter” w układzie endokannabinoidowym. Zupełnie inaczej przedstawia się sprawa z receptorem CB2. Obecnie w świecie nauki coraz głośniej mówi się o jego działaniu przeciwzapalnym, co ma znaczenie ochronne w miażdżycy, po udarze mózgu, zawale serca, a także w chorobach układu nerwowego o tle zapalnym [zalicza się do nich stwardnienie rozsiane, chorobę Parkinsona, chorobę Alzheimera i inne – przyp. red.]. Pobudzenie CB2 chroni również przed ponownym zwężeniem naczyń wieńcowych po wprowadzeniu stentów, a także zmniejsza uszkodzenie nerek wywołane np. cisplatyną, stosowaną często w chemioterapii nowotworów. Być może znajdzie również zastosowanie w transplantologii, chroniąc przeszczepiony organ przez uszkodzeniem. [Tkanka pochodząca z innego organizmu jest niszczona przez nasz układ odpornościowy, gdyż jest rozpoznawana jako obca. Dotąd leki używane w celu „wytłumienia” tej reakcji są obciążone licznymi skutkami ubocznymi i powodują spadek sił obronnych organizmu, stąd leki tego typu mogłyby stanowić dla nich intrygującą alternatywę – przyp. red.].

Po skomplikowanym wykładzie prof. Paula Pachera na mównicy pojawił się prof. Uri Kramer z Izraela. Tytułem jego wykładu był „Kanabidiol dla dzieci z lekooporną padaczką – doświadczenia z Izraela”. Przedstawił on zagadnienia dotyczące problemów z badaniami klinicznymi na temat marihuany. Wiadomo od dawna, że największą bolączką klinicystów jest brak możliwości odpowiedniego finansowania badań. Pieniądze są niezbędne nie tylko do zakupu samych leków, oraz substancji służącej jako placebo, ale też uiszczenia innych opłat – ubezpieczenia dla szpitala, płacy dla sekretarek powiadamiających pacjentów o konieczności zgłoszenia się na kontrolę, a także analizy podawanych leków pod względem zawartości substancji aktywnych jak THC czy CBD. Lekarze prowadzący swoje badania, są w większości zmuszeni zaprojektować je i przeprowadzać sami. Wiąże się to z niską jakością przeprowadzonych badań, oraz znikomą ilością uczestników. Jakie są to koszty? Przykładowo monitorowanie jednego pacjenta z padaczką, czym właśnie zajmuje się prof. Kramer, pod kątem napadów to koszt 3-7 tysięcy $ za jedną noc obserwacji. Dlatego lekarze nie będący pracownikami dużych szpitali klinicznych w zasadzie nie mają możliwości przeprowadzenia liczących się eksperymentów medycznych. Prof. Kramer uważa że problem ten będzie istniał jeszcze przez długi czas, gdyż często marihuana stosowana jest w tzw. „orphan diseases” (dosłownie „chorobach sierocych”, czyli wybitnie rzadkich), które nie przyciągają uwagi przemysłu farmaceutycznego.

Kolejnym interesującym wystąpieniem był wykład „Zdania badaczy na temat praktycznych aspektów leczenia medyczną marihuaną i kannabinoidami”, przygotowany przez  profesora – Ethana Russo, który chyba najlepiej został odebrany przez uczestników konferencji. Dotykał on problemu leczenia uzależnień… za pomocą marihuany. Jak twierdził on sam, owo zagadnienie nie jest niczym nowym. Już od lat 40′ XIX wieku, kiedy marihuana zaczęła być oficjalnie używana przez medyków na terenie Europy i USA, niektórzy z nich zauważali, że pozwala zmniejszyć przykre objawy odstawienia narkotyków, a dzięki temu pomaga rzucić nałóg. Przy czym w przypadku samej marihuany stosowanej w tym celu, nie obserwowano problemów z nadużywaniem. Kluczową rolę w zwalczaniu uzależnienia od tak silnych narkotyków jak kokaina, amfetamina czy morfina odgrywają 2 substancje zawarte w marihuanie – kannabidiol (CBD), oraz β-kariofilen. Pierwszy z nich działa przeciwzapalnie, oraz jako modulator układu endokannabinoidowego. Ma działanie pobudzające, przeciwdrgawkowe, ale co kluczowe w leczeniu uzależnień, zmniejsza poczucie lęku i działa przeciwpsychotycznie. Leki o podobnym działaniu stosuje się w trakcie odwyku, gdyż, jak mówi prof. Russo „objawy odstawienne sprawiają, że ludzie odchodzą od zmysłów”. Drugi natomiast, β-kariofilen, to jeden z terpenów – lotnych substancji zawartych w marihuanie [nadaje jej charakterystyczny zapach – przyp. red.]. Jest obecny w wielu produktach spożywczych, w tym przyprawach jak czarny pieprz, i działa tylko na receptory CB2. Co ważne – obie te substancje w ogóle nie uzależniaj. Jak udowadniają badania na zwierzętach -skutecznie pomagają w walce z nałogiem. Obecnie wiadomo, dlaczego tak się dzieje – w naszym mózgu jedną ze struktur powiązaną silnie z uzależnieniem jest wyspa. Początkowo zauważono, że osoby z uszkodzeniem tego regionu, przykładowo – w wyniku udaru, nie powracają do palenia papierosów. Ponieważ chirurgiczne usunięcie tego regionu należałoby do metod drastycznych, odpowiednich dla medycyny sprzed blisko 100 lat, zaczęto poszukiwać środka, który umożliwiałby jego wyłączenie na drodze farmakologicznej. I tak działa chociażby CBD. Poza tym wyłącza związany z dopaminą układ nagrody, więc myszy dotąd uzależnione od kokainy, po prostu przestawały jej pragnąć – nie odczuwały bowiem żadnej przyjemności. CBD był testowany również, paradoksalnie, w uzależnieniu od marihuany… Z zachęcających rezultatem. Choć opisano jeden taki przypadek u człowieka, po 10 miesiącach od rzucenia nałogu owa osoba wciąż do niego nie powróciła, co można uznać za sukces przeprowadzonej terapii.

Ostatni wykład we wspomnianej sesji należał do prof. Silvu Brill, rónież pochodzącego również z Izraela. Choć tytuł „Ból, konopie i kannabinoidy: mechanizm działania, zastosowanie i przyszłość” mógłby sugerować coś innego, skupił się on na problemach w zastosowaniu marihuany w praktyce. Leczenie pacjentów marihuaną nie może się odbywać bez określenia potencjalnych skutków ubocznych, gdyż ci, rozpoczynając to leczenie, najczęściej są na nie skazani do końca życia. Pod jego opieką znajduje się obecnie blisko 500 pacjentów, z różnorodnymi schorzeniami – od dzieci leczonych marihuaną z powodu raka, czy w związku z dolegliwościami towarzyszącymi chemioterapii, po pacjentów z przewlekłymi bólami lub chorobą Leśniowskiego Crohna. Jego zdaniem, każda choroba wymaga dostosowania stosowanego leku nie tylko do danego schorzenia, ale też do indywidualnego pacjenta. Odpowiednie efekty są możliwe jedynie, przy właściwych proporcjach CBD do THC w podawanym preparacie. Jego zdaniem właśnie to jest powodem, dla którego ludzie odpowiadają na leczenie marihuaną tak różnie. Wskazywał również na rolę odpowiedniej relacji między lekarzem a pacjentem, która powinna być oparta na wzajemnym zaufaniu. Nie chce on bowiem sytuacji, w których chory przychodzi wyłącznie „po marihuanę”, a kontakt między nim a specjalistą ogranicza się do wypisywania recepty. Uważa, że winni być oni partnerami, wspólnie walczącymi z chorobą. Niestety, z jego obserwacji wynika, że ten element jest bardzo zaniedbywany przez lekarzy w jego kraju. Zwrócił również uwagę na istotny problem dotyczący stereotypów na temat ludzi leczonych marihuaną. Często bowiem sąsiedzi skarżą się policji na charakterystyczny zapach, i domagają się zakazu stosowania takiej terapii, argumentują iż bliskość osoby stosującej konopie jako lek może mieć zły wpływ na dzieci. Przez innych natomiast, pacjenci uważani są za dilerów czy przestępców. Jego zdaniem wciąż czeka nas długa droga, by móc efektywnie leczyć schorzenia marihuaną, a brak badań oraz funduszy to tylko jeden z problemów.

Praska konferencja i przedstawiona powyżej sesja ilustruje, jak wiele obecnie dzieje się w świecie naukowym, i jakie wyzwania czekają nas w najbliższych latach. Więcej relacji z wykładów pojawi się wkrótce.