Rośliny były używane w medycynie ludowej od tysięcy lat. Nawet w egipskich papirusach kryją się zapiski o setkach ziół, które miały leczyć niezliczone, nieraz skrajnie różne choroby. Najsłynniejszy z nich, „Papirus Ebersa”, datowany na rok 1500 p.n.e. zawierał ich 700. Uzdrawiającą potęgę roślin zgłębiali również mieszkańcy starożytnych Chin, Indii czy Grecji. Niejeden z lekarzy z minionych epok zadawał sobie również pytanie, czy leki z roślin mogą leczyć raka?

Cis zabójczy… dla nowotworów

Rak towarzyszył ludzkości od zarania dziejów. Ludzie zawsze poszukiwali sposobu na to jak uwolnić się od chorób, posiłkując się naturalnymi sposobami. Różne odmiany cisu (Taxaceae) były używane przez Indian w Północnej Ameryce na zmiany nowotworowe. Cis krótkolistny (Taxus brevifolia), cis pospolity (Taxus baccata) wedle tajników medycyny Ajurwedyjskiej miały leczyć również problemy z układem oddechowym, służyły jako środek przeczyszczający a także wzmacniały serce. Czy tak skrajnie różne zastosowania opierały się wyłącznie na sile wierzeń rdzennych mieszkańców Ameryki, czy też… mogą mieć naukowe podstawy?

Na to pytanie nie znano odpowiedzi aż do drugiej połowy ubiegłego wieku. Odkryty wtedy paklitaksel, substancja zawarta w cisie, okazał się mieć silne właściwości przeciwnowotworowe. Jednak po opisaniu jego struktury minęło jeszcze 20 lat, nim na początku lat 90′ trafił, jako lek, do potrzebujących pacjentów. Okazał się być bardzo skuteczny w chemioterapii jednych z najczęściej występujących nowotworów u kobiet – raka piersi (przede wszystkim – zawansowanego), czy raka jajnika. Używany jest też w leczeniu raka płuc.

Amerykańska mandragora źródłem leków na raka

Innym lekiem na raka, który zawdzięczamy amerykańskim Indianom jest… podofilotoksyna. Jak sugeruje nazwa, jest to zabójczy środek. Tradycyjnie był bronią stosowaną przeciwko pasożytom. Maść z podofilotoksyną używana jeszcze dziś jest w dermatologii – w leczeniu brodawek i nowotworów skóry. Indianie zalecali też picie wywaru zawierającego tą substancję na bóle żołądka. Była na tyle skuteczna, że ów recepturę owego specyfiku przejęli od nich osadnicy, którzy przybyli na te ziemie z Europy. Roślina będąca jej źródłem nazywana jest amerykańską mandragorą, mayapple, i występuje powszechnie w północnych lasach USA oraz Kanady. Choć dzisiaj nikt nie zaleca gotowania jej trującego korzenia na ulgę w dolegliwościach ze strony żołądka, podofilotoksyna i jej półsyntetyczne pochodne jest skutecznym lekiem w przypadku chłoniaków, a także raka jąder i oskrzeli.

Harringtonina to z kolei lek, którego odkrycie jest zasługą Chińczyków. Substancja pochodząca z rosnącego a Azji drzewa Cephalotaxus harringotonia (głowocis japoński) jest skutecznym chemioterapeutykiem stosowanym w nowotworach krwi, takim jak białaczki. Na wyspach Fidżi rośnie zaś Bleekeria vitensis, źródło elliptinium – nowego leku, który może uratować życie tysiącom kobiet chorych na raka piersi.

Sukces nie zawsze jest pewny

Nie wszystkie leki wyizolowane z roślin, które w laboratorium wykazywały aktywność przeciwnowotworową, znalazły swoje miejsce w onkologii. CPT, czyli kamptotecyna, pochodząca z ozdobnego krzewu Camptoteca acuminate, mimo silnej aktywności przeciw nowotworom dawała jednak przykre skutki uboczne, z powodu jej równie dużej toksyczności względem komórek pęcherza moczowego. Jednak naukowcom udało się „oszukać” naturę – jej półsyntetyczny analog, topotekan jest obecnie częścią chemioterapeutycznego „arsenału”. Lista wskazań do jego stosowania obejmuje obecnie raka jajnika, szyjki macicy oraz drobnokomórkowego raka płuc… i wciąż rośnie.

Lista leków przeciwnowotworowych pochodzenia roślinnego obejmuje blisko 100 pozycji – a w przyszłości może być ich więcej. Trwają badania kliniczne nad kurkuminą, pochodzącą z żółtej przyprawy curry, czy pochodzącej z drzewa Disoxylum binectariferum rohitukiny, aktywnej przeciw licznym nowotworom – od chorób hematologicznych (krwi), po guzy narządów litych. Jednak forma w której trafią do chorych by leczyć ich choroby będzie bardzo odległa od spożywania ostrych, indyjskich potraw czy żucia korzeni krzewów. Dlaczego? Ponieważ każda roślina jest niczym koktajl substancji chemicznych. Jedne mają pożądane działanie, inne je znoszą, a niektóre mogą być równie zabójcze dla nowotworu jak i dla nas. Mimo iż są naturalnego pochodzenia nie można powiedzieć, że są wolne od skutków ubocznych. Naturalne nie zawsze bowiem oznacza – lepsze. Leki na raka pochodzące z roślin również nie są pozbawione skutków ubocznych – wspomniany paklitaksel bardzo często powoduje groźne w skutkach zakażenia, uszkodzenie nerwów, spadek liczby płytek krwi i artymie. Maść z podofilotoksyną powoduje powstawanie owrzodzeń. Każda z tych substancji ma silne działanie na żywy organizm, dlatego nie może być stosowana „na oślep”, bez ustalenia jaka dawka może ratować życie, a jaka będzie już śmiertelna. Również pierwsze leki przeciwnowotworowe pochodzące z barwinka (Vinca L.), krzewu o niepozornych, filetowych kwiatach (winkrystyna) powodują wypadanie włosów, drgawki i nadciśnienie. Mimo to są bardzo cenionymi medykamentami – przede wszystkim przez hematologów, którzy stosują go w leczeniu białaczek już od dziesięcioleci. Roślina ta w tradycyjnej medycynie chińskiej miała jednak leczyć… cukrzycę i malarię. Niestety w badaniach nie udało się udowodnić ich skuteczności na tym polu.

Czy leki z roślin mogą leczyć raka?

Nikt nie zaprzeczy, że potęga lecznicza roślin jest ogromna. Lecz odkrycie jednej substancji to dopiero początek drogi do stworzenia leku, a ta może trwać latami. Testy kliniczne pochłaniają jeszcze więcej czasu. Są jednak koniecznością, by upewnić się, że lek jest bezpieczny, i nie szkodzi pacjentom, a dopiero w drugiej kolejności – czy jest rzeczywiście skuteczny. Jak widać, pozyskiwanie leków przeciw nowotworom z roślin nie jest niczym nowym. Jednak nie każda substancja znajduje swoje stałe miejsce w chemioterapii.

Jeśli to nie przekonuje zwolenników naturalnych terapii, przykładów innych leków pochodzenia roślinnego, które przy nieodpowiedzialnym użyciu są bardzo niebezpieczne nie trzeba szukać długo. Każdy przecież wie, jak niebezpieczny jest pokrzyk wilcza jagoda (Atropa belladonna L.). Kilka jagód potrafi spowodować zgon małego dziecka. Jednak pochodząca z niego atropina w chwili gdy zatrzymuje się serce… Sprawia, że znowu zaczyna bić. Ale tylko, kiedy podany jest w odpowiedniej ilości. Jej odmierzanie nie byłoby możliwe, gdyby stosować ją w naturalnej formie.

 

Najlepsze oleje konopne CBD możesz kupić w sklepie klikając w ten link > Sklep Olej CBD

 

Zapisz się do biuletynu Medycznego Oleju

Zapisanie zajmie ci mniej niż minutę a dzięki niemu:

-uzyskasz dostęp do ekskluzywnych materiałów

-będziemy powiadamiać cię o nowych artykułach na portalu

-otrzymasz stały rabat w naszym sklepie

-poinformujemy cię o konkursach i promocjach

Email marketing templates powered by FreshMail.com

Artykuł o podobnej tematyce: http://medycznyolej.org/olej-konopny-a-rak/

ŹRÓDŁA:

  • Shoeb, Mohammad. „Anticancer agents from medicinal plants.” Bangladesh journal of pharmacology 1.2 (2006): 35-41.
  • https://en.wikipedia.org/wiki/Podophyllum#Medicinal_use
  • https://pl.wikipedia.org/wiki/Topotekan
  • http://indeks.mp.pl/desc.php?id=831
  • https://en.wikipedia.org/wiki/Catharanthus_roseus
  • https://pl.wikipedia.org/wiki/Pokrzyk_wilcza_jagoda
  • http://bazalekow.mp.pl/leki/doctor_subst.html?id=672
  • http://bazalekow.mp.pl/leki/doctor_subst.html?id=637