Dla chorych postawienie diagnozy nowotworu jest dopiero początkiem trudnej drogi. Bez względu na to, czy podejmie się próbę skutecznego leczenia, czy zdecyduje się na paliatywną formę terapii (nastawioną na zmniejszanie objawów). Zarówno chemioterapia, jak i radioterapia wywołują wiele efektów ubocznych, ponieważ, chociaż niszczą głównie komórki nowotworowe, wywołują skutki w całym ustroju.

Pacjenci cierpiący z powodu nowotworu często doświadczają uczucia nudności i wymiotów (nawet 80%). Niejednokrotnie epizody te trwają godzinami, niezależnie od tego czy w żołądku coś pozostało, czy nie. To jednak znak, że organizm podejmuje walkę! Jednak z czasem dołącza się uczucie wyczerpania, będące skutkiem wyniszczającej walki z chorobą, a także, często występującym brakiem apetytu (co przy uporczywych nudnościach nie powinno być zaskoczeniem). Wielu chorych już w momencie postawienia diagnozy odczuwa ból (około 30-50%), a w zaawansowanym stadium – niemal wszyscy (80%). Niektóre stosowane w chemioterapii leki mają specyficzne skutki uboczne – cisplatyna i paclitaxel mogą wywoływać „zimną przeczulicę”, czyli nadmierne odczuwanie bólu mimo działania niewielkiego bodźca. Ifosfamid i cyklofosfamid – krwotoczne zapalenie pęcherza. Często skojarzenie chemio- i radioterapii prowadzi do zapalenia błony śluzowej jelit, czego objawem jest biegunka. Lista tych niepożądanych działań jest bardzo długa. Terapia to wyzwanie postawione nowotworowi – ale również prawdziwy sprawdzian wytrzymałości dla całego organizmu.

Przykre doznania, które zwykle odczuwane są najbardziej intensywnie do czasu zakończenia chemioterapii powodują, że wielu pacjentów cierpi z powodu depresji – w zaawansowanych nowotworach powyżej 1/5 (Mitchell i wsp.). Niektórzy twierdzą, że jest ich znacznie więcej, a problem dotyczy ponad połowy pacjentów (Stromgren i wsp.). Bo moment, w którym stawia się rozpoznanie ma prawo być uznawany za katastrofę.

Obecnie jednak istnieje wiele leków, które pomagają kontrolować uboczne objawy chemioterapii. Dlaczego wiele, lecz nie jeden cudowny środek? Cóż, każdy z nas reaguje trochę inaczej. U niektórych jeden środek jest skuteczny, u innych – niekoniecznie. U niektórych uczucie nudności przemija już po wypiciu zimnej coca-coli, albo jest kontrolowane odpowiednią dietą nieobciążającą przewodu pokarmowego. Inni do ich ustąpienia potrzebują konkretnych środków farmakologicznych (deksametazon, ondasentron). W celu zniesienia bólu również istnieje wiele środków, od paracetamolu po silne opiaty (przykładowo fentanyl jest aż 100-krotnie silniejszy od morfiny!).

Okazuje się, że marihuana wielu pacjentom umożliwia złagodzenie przykrych dolegliwości. W krajach, w których dopuszczone jest jej używanie w celach medycznych (w 20 stanach w USA, oraz niektórych krajach Europy, m.in. w Czechach i Holandii), przeprowadzono już wiele badań dotyczących jej skuteczności. Jak się okazuje, u większości pozwala na zwalczenie przykrych nudności i wymiotów. Poza tym wykazuje wiele „efektów ubocznych”, które można wręcz uważać za korzystne. Wielu pacjentów odczuwa euforię, zmniejszenie poczucia lęku. Pacjenci cierpiący ból reagują w dwojaki sposób. U niektórych udaje się zmniejszyć dolegliwości o połowę, inni uważają, iż marihuana pozwala im się „zdystansować” od bólu. Pewne jest, że przy podawaniu wspólnie z morfiną substancje zawarte w konopi wręcz potęgują ich efekt, gdyż działają na podobnej zasadzie (poprzez pobudzenie układów antynocyceptywnych, hamujących powstawanie uczucia bólu). Marihuana ma też wpływ na poprawę snu. Co chyba najważniejsze, w ankiecie przeprowadzonej przez dr Webb na Hawajach 71% cierpiących na przewlekły ból twierdziło, iż nie odczuwa żadnych efektów ubocznych przy stosowaniu w swoich dolegliwościach właśnie marihuany.

Oczywiście gdyby uznać, iż marihuana jest całkowicie skuteczna i nie niesie za sobą żadnych, prawdziwie niepożądanych efektów, byłoby to duże mijanie się z prawdą. U części leczonych marihuaną pojawiają się zawroty głowy, pogorszenie nastroju, a nawet halucynacje i ataki paniki. Ryzyko ich wystąpienia jest większe niż przy „klasycznych” lekach… Ale z drugiej strony THC jest skuteczne u większej ilości pacjentów.

Warto zaznaczyć, że nasz organizm z czasem przyzwyczaja się do nowych substancji, jeśli podawana jest stale – jest to proces powstawania tolerancji. Wiele niepożądanych skutków przestaje występować z czasem. Tak jak w przypadku opioidów, które początkowo dają uczucie nadmiernego uspokojenia i wywołują zaparcia, lecz po pewnym czasie przestają być obecne. Rozwój tolerancji wspomaga stopniowe wprowadzanie nowego leku i zwiększanie dawki. Tak więc można spekulować, że przy stosowaniu przez dłuższy okres czasu, właśnie marihuana byłaby optymalnym wyborem w łagodzeniu uporczywych objawów towarzyszących leczeniu nowotworów. Najlepiej spytać zaś samych pacjentów. W badaniach nad skutecznością różnych preparatów znoszących uczucie nudności i wymiotów towarzyszących chemioterapii, zdecydowana większość z nich (w różnych testach od 38% do 90%) wybrałaby właśnie leki zawierające pochodne konopi.

ŹRÓDŁA:

 

 

  • Leo E. Orr, MD; Joseph F. McKernan, MD; Berit Bloome, RN Antiemetic Effect of TetrahydrocannabinolCompared With Placebo and Prochlorperazine in Chemotherapy-Associated Nausea and Emesis Arch Intern Med. 1980;140(11):1431-1433.

 

  • Martin R Tramèr, Dawn Carroll, Fiona A Campbell, D John M Reynolds, R Andrew Moore, Henry J McQuay Cannabinoids for control of chemotherapy induced nausea and vomiting: quantitative systematic review. BMJ 2001; 323.

 

  • STEPHEN FRYTAK, M.D.; CHARLES G. MOERTEL, M.D.; JUDITH R. O’FALLON, Ph.D.; JOSEPH RUBIN, M.D.; EDWARD T. CREAGAN, M.D.; MICHAEL J. O’CONNELL, M.D.; ALLAN J. SCHUTT, M.D.; and NEAL W. SCHWARTAU, RPh. Delta-9-Tetrahydrocannabinol as an Antiemetic for Patients Receiving Cancer Chemotherapy: A Comparison with Prochlorperazine and a Placebo. Ann Intern Med. 1979;91(6):825-830

 

  • Love, R. R., Leventhal, H., Easterling, D. V. and Nerenz, D. R. (1989), Side effects and emotional distress during cancer chemotherapy. Cancer, 63: 604–612.