Historia małego Cartera Padelforda, choć pełna smutku i cierpienia, jest przykładem tego, że nawet w obliczu bardzo ciężkiej, nieuleczalnej choroby, konopne preparaty wykazują skuteczność działania, zmniejszając nasilenie dotkliwych objawów chorobowych.

Państwo Shai-Anne i Zach Padelford z Las Vegas, z niecierpliwością czekali na narodziny pierworodnego syna. W końcu, w listopadzie 2016 r. na świat przyszedł mały Carter, choć jak wspomina mama chłopca, od początku z dzieckiem działo się coś dziwnego. „Tuż po porodzie jego skóra miała intensywny czerwony kolor, zupełnie jak u pomidora, w dodatku była tak napięta, że Carter nie mógł zamknąć powiek”. Ta obserwacja natychmiast zaniepokoiła lekarzy, którzy postanowili jak najszybciej zdiagnozować istniejący problem.

Poczynione ustalenia okazały się druzgocące- wyniki przeprowadzonych badań potwierdziły obecność zmian w materiale genetycznym, które są odpowiedzialne za występowanie rzadkiej choroby o nazwie lamellar ichthyosis (polskie tłumaczenie- zespół dziecka kolodionowego, schorzenie z grupy rybiej łuski). W Stanach Zjednoczonych zachorowalność na tą chorobę szacowana jest na 1:100 000  żywych urodzeń, a samo schorzenie charakteryzuje się występowaniem nieprawidłowości w tworzeniu zewnętrznej warstwy skóry. Głównym objawem choroby są charakterystyczne duże, ciemne łuski odznaczające się na skórze, które nie mogą ulec samoistnemu złuszczeniu się. Dodatkowo skóra jest bardzo sucha, wiotka, zaczerwieniona oraz cechuje się  skłonnością do powstawania uszkodzeń, łatwym pękaniem z tworzeniem się trudno gojących ran. Dzieje się tak dlatego, że przydatki skóry, w tym gruczoły łojowe i potowe nie działają prawidłowo, więc z jednej strony skóra nie jest uelastyczniona oraz nie stanowi bariery ochronnej w stosunku do patogenów, a z drugiej organizm malucha nie jest w stanie właściwie regulować temperatury ciała. Pani Shai- Anne wspomina, że kilka razy dziennie musiała dokonywać pomiarów bezdotykowym termometrem, aby na bieżąco monitorować ciepłotę ciała. Regularne pomiary temperatury to tylko jedna z pozycji na długiej liście codziennych rytuałów u Państwa Padelford, do której należały także codziennie dwie kąpiele z dodatkiem płatków owsianych i proszku do pieczenia, aby nawilżyć oraz zdezynfekować skórę, a następnie smarowanie ciała Cartera olejem kokosowym i kremami domowej roboty.

Niestety, pomimo starań rodziców, stan chłopca nie poprawiał się. Państwo Padelford szukali więc pomocy wśród lekarzy, ale Ci zazwyczaj bezwiednie rozkładali ręce, głównie dlatego, że nie istnieją wytyczne dotyczące postępowania akurat w tej jednostce chorobowej. Praktyczne zalecenia medyków obejmowały m.in. unikanie ekspozycji na intensywne światło słoneczne i stosowanie leku AmLactin (kwas mlekowy) do złuszczania skóry, choć ten nie sprawdził się u Cartera.

Rodzice ze zdrowotnym problemem syna zostali więc sami, a ich horror być może trwałby nadal, gdyby nie pewien artykuł nt. wpływu medycznej marihuany na przewlekłe choroby skóry. Nie było nic do stracenia, a nadzieje na choćby drobną poprawę stanu Cartera-ogromne. Państwo Padelford jak najszybciej zdobyli receptę i zakupili olej z konopi indyjskich, a następnie domowym sposobem stworzyli krem na bazie masła shea i olejków eterycznych, do którego dodali zakupiony olej. Wystarczyło tylko kilka aplikacji preparatu, by stwierdzić, że konopny krem naprawdę działa. Pani Shai-Anne ze wzruszeniem wspomina, że po kilku dniach smarowania specyfikiem,  łuski obecne na ciele chłopca zaczęły powoli odpadać, a stan zapalny wyrażony zaczerwieniem, stopniowo ustępował. Ponadto włosy, których Carter nie posiadał od urodzenia, zaczynały wyrastać, a problemy z termoregulacją ciała zmniejszyły się na tyle, że Carter mógł pocić jak normalne dziecko. Radości nie było końca. Co ważne, remisja choroby utrzymuje się już od roku czasu. W tym okresie życie rodziny zmieniło się diametralnie; jak twierdzą rodzice, ich synek jest teraz zupełnie innym dzieckiem niż przed wdrożeniem terapii z użyciem konopnego kremu.

Takie wyniki nie dziwią dermatologa- dr Scotta Jacobsona. W udzielonym wywiadzie wyjaśnił, że kannabinoidy, zawarte w oleju konopnym, wywierają swoje działanie poprzez wpływ na różne elementy układu endokannabinoidowego, w tym na receptory kannabinoidowe, a te z kolei są zlokalizowane w różnych częściach organizmu człowieka, np. w mózgu,  komórkach układu odpornościowego oraz w skórze. Aplikacja konopnego kremu bezpośrednio na skórę zmniejsza stan zapalny, który w przypadku małego Cartera jest wysoce rozwinięty. Choć dotychczas nie przeprowadzono badań klinicznych nt. stosowania medycznej marihuany w schorzeniach dermatologicznych, to jak mówi dr Jacobson, wciąż pojawiają się nowe opisy przypadków medycznych, kiedy stosowanie konopnych preparatów okazało się skuteczne.

Dla małego Cartera krem z olejem konopnym okazał się strzałem w dziesiątkę. Kto wie czy nie sprawdzi się także w przypadku innych osób cierpiących z powodu schorzeń dermatologicznych, u których konwencjonalne środki nie są skuteczne.

Bibliografia:

https://www.ktnv.com/longform/hope-grows-for-baby-carter-ichthyosis-symptoms-improved-with-cannabis-cream

http://www.dailymail.co.uk/femail/article-5579041/Toddler-painful-scales-skin-cured-cannabis-oil.html