Gdy obywatele wypowiedzieli się w głosowaniu za tzw. Propozycją 215 w 1996 roku, Kalifornia stała się pierwszym w USA stanem, w którym zalegalizowano medyczną marihuanę. Był tylko jeden problem. Naukowcy w tamtym czasie wciąż jeszcze nie wykazali jednoznacznie skuteczności marihuany jako leku.
Niektórzy stanowi prawodawcy chcieli to zmienić. Zwrócili się do psychiatry Igora Granta z Uniwersytetu Kalifornii w San Diego.
„Moje zalecenie było takie, żeby założyć centrum badawcze dla zbadania tego zagadnienia”, powiedział Grant, który już przedtem badał, czy umiarkowane używanie marihuany powoduje długoterminowe uszkodzenie mózgu (jego wniosek: nie, nie powoduje).
„Będzie to trochę kosztowało, ale takie badania nie zostały dotąd przeprowadzone”, powiedział prawodawcom.
Wkrótce Grant stanął na czele nowego, finansowanego przez stan, Centrum Badań nad Medyczną Marihuaną.
Takiego stanowiska można było zazdrościć. Wielu naukowców ze Stanów Zjednoczonych bardzo chciałoby móc robić doświadczenia z trawką, ale były one niewiarygodnie trudne do przeprowadzenia. Agencja DEA (policja antynarkotykowa) utrzymuje marihuanę na tzw. Liście I, razem z heroiną i ecstasy.
To lista zastrzeżona dla substancji, które nie mają „aktualnie akceptowanego użytku medycznego”. Grant powiedział, że jego praca, rzucająca wyzwanie temu twierdzeniu, byłaby niemożliwa bez pełnego poparcia ze strony władz stanowych w Sacramento.
„Gdyby stan Kalifornia nie powiedział ‚Tak, wspieramy te badania’, prawdopodobnie nigdy nie uzyskalibyśmy zgody ze szczebla federalnego, stwierdził Grant.
Grant pracował z naukowcami ze wszystkich części Uniwersytetu Kalifornii, którzy przeprowadzili szereg małych badań z udziałem ludzi. Źródłem zaopatrzenia w próbki do badań była jedyna legalna według federalnego prawa uprawa trawki, prowadzona przez Uniwersytet Missisipi.
„To w zasadzie zwykłe jointy”, stwierdził Grant. „Ale zwinięte bardzo profesjonalnie, można powiedzieć. Wyglądały jak papierosy”.
Wszystkie jointy wyglądały i pachniały tak samo, choć nie wszystkie powodowały u badanych „haj”. Te badania wymagały użycia placebo, więc niektóre jointy nie zawierały THC, były czymś jakby marihuanową wersją bezkofeinowej kawy. Grant musiał przekonać agentów DEA, że próbki nie opuszczą laboratorium.
„DEA musi przyjść na miejsce i zapytać ‚Gdzie zamierzacie to przechowywać? Rzućmy okiem na wasz skład z próbkami'”, powiedział Grant. „W jednym przypadku zapytali: ‚Czy ten sejf jest przyśrubowany do podłogi?'”.
Badani palili swoje jointy w zamkniętych hermetycznie pomieszczeniach pozbawionych wentylacji, która mogłaby przypadkowo doprowadzić dym do osób niebiorących udziału w doświadczeniu.
Żeby móc przeprowadzić te eksperymenty Grant i jego koledzy musieli pokonać wiele przeszkód formalnych. A gdy już wszystko zostało zakończone, wyniki zaskoczyły go.
„Oczekiwałem, że, cóż, niektóre badania dadzą wynik pozytywny, inne negatywny i że koniec końców wciąż będziemy dyskutowali”, powiedział Grant. „Ale w rzeczywistości każde badanie, co do jednego, pokazało korzyści”.
Grant stwierdził, że jest już teraz dobrze udokumentowane, że marihuana może uśmierzyć ból neuropatyczny u pacjentów chorych na HIV/AIDS. Może ograniczyć spastyczność w stwardnieniu rozsianym. A także – co dość oczywiste – może stymulować apetyt u pacjentów z niedowagą.
Grant stwierdził, że potrzeba jest więcej badań zanim będzie można wyciągnąć ostateczne wnioski w kwestii użyteczności marihuany w innych chorobach, takich jak padaczka czy schizofrenia. Przyznaje też, że w niektórych przypadkach, w których marihuana ma jakoby pomagać, jest mało dowodów naukowych lub wręcz nie ma ich wcale. Ale rozpatrując temat całościowo, Grant mówi, że jest obecnie aż nadto dowodów, które uzasadniają zmianę klasyfikacji marihuany.
Inni naukowcy zgadzają się z tym. Na przykład do takiej zmiany wezwała ostatnio Amerykańska Akademia Pediatrii. Nawet naczelny chirurg USA Vivek Murthy przyznał, że marihuana może być przydatna w leczeniu pewnych chorób.
Alex Kreit, profesor w Szkole Prawa im. Thomasa Jeffersona, powiedział, że lepsze zbadanie trawki będzie bardzo trudne bez zmiany jej klasyfikacji.
„Powoduje ona, że naukowcom jest bardzo trudno zdobyć do niej dostęp”, mówi Kreit. „Jest cały szereg przeszkód, na jakie natykają się substancje z Listy I jeśli chodzi o badania – przeszkód, których w przypadku Listy II, III itd. po prostu nie ma”.
Rzecznik DEA Rusty Payne powiedział, że ta agencja nie może sama z siebie dokonać zmiany klasyfikacji.
„Dopóki nie podejmie działania Kongres albo Agencja do spraw Żywności i Leków nie stwierdzi, że to jest lekarstwo, my nic nie możemy zrobić”, powiedział.
Jeśli chodzi o powodowane szkody, Grant mówi, że nie ma jeszcze zgody co do tego, w jaki sposób marihuana może wpływać na wciąż rozwijające się mózgi nastolatków. Ale nie widział żadnych jasnych dowodów na to, by powodowała długoterminowe szkody u dorosłych.
Grant stwierdził: „Jest całkowicie błędne, że [marihuana] jest umieszczona na Liście I razem z innymi, bezużytecznymi i niebezpiecznymi, substancjami”.
Grant stwierdził, że miejsce marihuany jest na Liście III, obok małych dawek kodeiny czy niektórych leków ograniczających apetyt. Ale zgodziłby się na Listę II.

 

 

źródło: http://www.kpbs.org/news/2015/mar/03/san-diego-scientist-clears-haze-medical-marijuana/