Dr n. med. Jerzy Jarosz jest specjalistą w zakresie leczenia bólu, w tym towarzyszącego chorobie nowotworowej. Jest też byłym konsultantem ds. medycyny paliatywnej. Od ponad 40 lat pracuje jako lekarz,  początkowo jako anestezjolog. Uzyskał również, jako jeden z pierwszych lekarzy w Polsce, tytuł specjalisty w zakresie medycyny paliatywnej. Jest współzałożycielem, oraz pracownikiem Fundacji Hospicjum Onkologicznego Św. Krzysztofa w Warszawie. Przy placówce działa, utworzony przez niego w lipcu 2015r., punkt informacyjny dotyczący leczenia medyczną marihuaną. Dr Jarosz udziela w nim nieodpłatnie informacji dotyczących terapii za pomocą marihuany, skupiając się głównie na objawach bólowych towarzyszących chorobom nowotworowym.

Po blisko półrocznej działalności punktu, dr Jerzy Jarosz zgodził się udzielić nam wyczerpującego wywiadu na temat wątpliwości pacjentów dotyczących terapii marihuaną.

Jest Pan twórca pierwszego punktu konsultacyjnego dotyczącego medycznej marihuany. Skąd taki pomysł? Na pewno wzbudził wiele kontrowersji – jak zareagowali znani Panu lekarze, a jak pacjenci?

Od 6 lat prowadziłem badania kliniczne z zastosowaniem Sativex w leczeniu bólów nowotworowych nieodpowiadających na leczenie opioidami, pochodnymi morfiny. Miałem więc osobiste doświadczenia w leczeniu kannabinoidami. Jednocześnie od kilku miesięcy sprawa medycznej marihuany stała się głośna, pojawiały się liczne doniesienia w prasie, chociażby dotyczące leczenia lekoopornej padaczki przez dr Bachańskiego.  Wzrosło  zatem zainteresowanie pacjentów kwestią leczenia za pomocą konopi. Pomyśleliśmy więc w hospicjum, że będą osoby, które chciałby skonsultować się z lekarzem, zasięgnąć informacji bezpośrednio od niego -zarówno te, które leczą się medyczną marihuaną na własną rękę – wiadomo, że tak zwany czarny rynek istnieje – jak i ci, którzy dopiero chcieliby zacząć. Ale drugim celem, było zgromadzenie informacji – w jakim celu pacjenci stosują medyczną marihuanę, w jakich dawkach, i w jakich przypadkach jest skuteczna. To ważna informacja dla badaczy. Doniesienia z prasy zawierają w sobie spory element sensacji, wobec czego pozostają trudne do zweryfikowania. Natomiast kiedy pacjent zgłasza się do lekarza, opowiada o swoich problemach, o wiele łatwiej jest powiedzieć, czy pożądane efekty leczenia medyczną marihuaną są osiągane, czy nie. Więc to jest korzyść dla obu stron. Lekarz nie ma obowiązku zgłaszania policji, że ktokolwiek stosuje leczenie nielegalnymi substancjami, nie ma też prawa osądzać takich osób.

Czy ten pomysł był kontrowersyjny? Przeważnie pacjenci na początku gratulowali mi w listach otwarcia punktu informacyjnego dotyczącego leczenia medyczną marihuaną. Z kolei wśród lekarzy odzew był niewielki. Uzyskałem jednak pozytywną informację zwrotną od Naczelnego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej, czyli tzw. „Sądu Lekarskiego”. Zaprosili mnie na ich spotkanie, abym wygłosił wykład na temat właściwości leczniczych medycznej marihuany – bo również oni pragnęli rozwiać swoje wątpliwości na ten temat. W sierpniu z kolei uczestniczyłem w letniej szkole onkologii dla dziennikarzy, gdzie podsumowałem co dotąd wiadomo o leczeniu za pomocą konopi. Ale żadnych ataków na moją osobę nie doświadczyłem.

Czy inicjatywa spotkała się z zainteresowaniem? Z jakimi problemami zgłaszają się do Pana pacjenci, i czego oczekują od takiej porady?

Odzew był duży – do tej pory to 2-3 emaile lub telefony dziennie, a w pierwszych 3 miesiącach – ponad 170 samych wiadomości elektronicznych, samych rozmów telefonicznych nie rejestruję. Najczęściej pacjenci pytają o to, na co najtrudniej odpowiedzieć – leczenie przeciwnowotworowe. Chcą wiedzieć, czy kannabinoidy mogą odmienić los ich najbliższych. W pierwszych miesiącach to ponad 50% problemów, z którymi się do mnie zgłaszali. Najczęściej byli to chorzy z glejakiem mózgu – to co 5 wiadomość. Zapewne wynika to z faktu, że prace dotyczące tego nowotworu, przynajmniej teoretyczne, są najbardziej rozpropagowane w mediach. Działam również w poradni, gdzie pacjenci przychodzą osobiście. Spośród 78 osób, które się zgłosiły, u 25 znalazłem wskazania do leczenia kannabinoidami, i zapisałem Sativex. W większości byli to pacjenci z bólem nowotworowym i bólami neuropatycznymi, oraz chorobą Leśniowskiego-Crohna.

Wiele osób, które się do mnie zwróciły, sądziło, że jestem lekarzem medycyny niekonwencjonalnej – tymczasem ja jestem jak najbardziej lekarzem „konwencjonalnym”, akademickim. Musiałem to więc sprostować. Ale nie jestem ślepy na rzeczy, których sam doświadczam, widziałem wiele reakcji których nie umiem wytłumaczyć – nie mogę powiedzieć, że pewne oczekiwania są całkowicie bezpodstawne. Z drugiej strony, nie chcę dawać ludziom fałszywej nadziei. Jednak jeśli ktoś chce spróbować terapii medyczną marihuaną – powinien, bo być może ma to sens.

Czy spotkał się Pan z przypadkiem, że marihuana stosowana w leczeniu paliatywnym, czyli w celu zniesienia bólu, nudności czy wymiotów towarzyszących chorobie nowotworowej, doprowadziła do jej remisji, albo całkowitego wyzdrowienia tej osoby?

Mogę stwierdzić że nie spotkałem się. Ale ma to swoje wyjaśnienie. Zajmuję się medycyną paliatywną, i pracuję w hospicjum. Więc moje zainteresowanie marihuaną skupia się głównie na aspektach związanych z leczeniem bólu, w połączeniu z opioidami. Wyniki badań z użyciem Sativex wydały mi się bardzo zachęcające. Nie widziałem, żeby ktoś się wyleczył, czy by występowało zmniejszenie guza, które dałoby się zmierzyć. Natomiast nie mówię nie. Widywałem, i do tej pory widuję pewnych pacjentów, którzy zaczęli terapię w bardzo krytycznym momencie, gdy leki opioidowe już nie działały, ponieważ choroba była bardzo zaawansowana. Ich długość i jakość życia jest nadspodziewanie dobra. Oczywiście jest to moje odczucie, i tego nie da się zweryfikować na podstawie samej obserwacji.

W medycynie stosowane są leki przeciwbólowe o działaniu „narkotycznym” – pochodne morfiny. Jednak nie są one pozbawione skutków ubocznych, i również mogą uzależniać. Dlaczego więc taki opór wzbudza używanie marihuany medycznej, która jest uważana jest za substancję bardzo bezpieczną, o niskiej toksyczności?

Zastosowanie marihuany w medycynie jest sprawą polityki. Bardziej powinni się nią zajmować socjolodzy, a nie lekarze. Niegdyś zastosowania medycznej marihuany były liczne – dopiero potem stała się „lekiem wyklętym”. Na szczęście nie dotknęło to opiatów, acz do tej pory walczymy z czymś, co nazywa się „opioidofobią”. W Polsce lekarze zbyt rzadko stosują pochodne morfiny. Patrick Wall nazywał „haniebnym okresem” w historii medycyny to, że lekarze przyłączyli się do masowej histerii, mieszając korzyści, które odnoszą pacjenci z leczenia opiatami, z innym zupełnie zjawiskiem, jakim jest naużywanie tej substancji w celach narkotycznych. Marihuana niestety podlegała znacznie silniejszej propagandzie – do tej pory uważana jest za lek niebezpieczny. I decyzjami polityków została zakwalifikowana do substancji grupy I – mających tylko właściwości szkodliwe, nie wykazując żadnych działań leczniczych. Natomiast nikt nie zakwestionował właściwości leczniczych morfiny. Gdyby jednak porównać działania niepożądane morfiny z kannabinoidami, to w przypadku tych drugich będą one o wiele mniejsze. Opioidy są lekami potencjalnie groźnymi – w zbyt dużych dawkach powodują depresję oddechową. Amerykanie wykazali, że z powodu przedawkowania opiatów stosowanych w celach medycznych umiera więcej osób, niż z powodu przedawkowania kokainy, heroiny i innych tych substancji przyjmowanych w roli narkotyku razem wziętych.

Legalizacja marihuany do celów medycznych może sprawić, że przestanie być widziana jako atrakcyjny narkotyk, i spadnie ilość osób, które po nią sięgają, aby się odurzać. Pokazują to interesujące badania australijskie. Widać to w przypadku opioidów – w Polsce tracą one na takim znaczeniu.

Opiaty mają również skutki uboczne. Wywołują zaparcia – zawsze. Natomiast kannabinoidy nie mają takich działań niepożądanych, które wystąpią zawsze. Działanie psychoaktywne jest związane z przewagą THC w preparacie. Jednak opioidy są bardziej skuteczne w leczeniu bólu niż kannabinoidy, których siła odpowiada kodeinie. Kodeina należy  co prawda do opiatów, ale jej siła działania odpowiada 1/10 morfiny. Natomiast połączenie kannabinoidów z opiodiami jeszcze bardziej zwiększa ich siłę działania. Szczególnie u osób cierpiących na choroby nowotworowe najlepszym leczeniem jest skojarzenie opioidu z kannabinoidem. Może być dobrym rozwiązaniem dla chorych, którzy po podaniu opioidu zawsze reagują nadmierną sennością, splątaniem. Zwykle stosujemy wtedy „rotację opioidów”, ale dołączenie kannabinoidu jest również sposobem na to, by skutki uboczne nie wystąpiły, albo by podawać niższe dawki morfiny. Mowa tutaj o „efekcie oszczędzającym opioidy”. Chociaż nie mają one limitu dawek, jednak jeśli nie trzeba ich zwiększać, to lepsze wyjście dla pacjenta i lekarza.

 

Dr Jerzy Jarosz udziela porad telefonicznie, pod nr 22 544 06 77, a także drogą e-mail jerzy.jarosz@fho.org.pl . Osobiście przyjmuje również w poradni w środy przy ul. Rotmistrza Pileckiego 105 w Warszawie.

 

Olej z Konopi CBD najlepszych producentów  i  inne suplementy w najlepszych cenach, znajdziesz w sklepie pod tym linkiem   Medyczny Olej Sklep

Zapisz się do naszego biuletynu

Zapisanie zajmie ci mniej niż minutę a dzięki niemu:

-uzyskasz dostęp do ekskluzywnych materiałów

-będziemy powiadamiać cię o nowych artykułach na portalu

-otrzymasz stały rabat w naszym sklepie

-poinformujemy cię o konkursach i promocjach

Email marketing templates powered by FreshMail.com