Termin „depresja” wywołuje wiele skojarzeń. Przez niektórych jest utożsamiana z obniżonym nastrojem, który jest skutkiem ciężkich przeżyć, a zatem, w pewien sposób – normalną reakcją na obciążenie psychiczne. Dla innych – synonimem „jesiennej chandry”, towarzyszącej zmianom pogody. Jednak mija się to z prawdą. Depresja bowiem jest chorobą. Nie tylko osiąga większe nasilenie, niż zwykłe przygnębienie. Samoistnie, bez zewnętrznej pomocy – nie ustępuje. Depresję trzeba leczyć, gdyż często nawraca, lub jej objawy przedłużają się, przechodząc w formę przewlekłą. Niestety jest to trudne – wielu ludzi, mimo iż wykazuje pełny obraz tego zaburzenia, jest niediagnozowanych nawet przez lekarzy, do których chorzy zgłaszają się z różnych przyczyn – problemów ze snem, apetytem, czy uczuciem ciągłego zmęczenia.

Dlaczego tak ciężko jest wykryć depresję? Częściowo przyczyna tego stanu tkwi w naszym podejściu do zaburzeń psychicznych. Zwykliśmy choroby obejmujące sferę psyche dyskredytować, bagatelizując ich przejawy. Nie są uważane przez nas za „poważne”, jak dolegliwości dotyczących ciała. Jednak i te choroby wiążą się w licznymi komplikacjami dotyczącymi sfery codziennego funkcjonowania – od bezsenności, przez dolegliwości bólowe, wycofanie z życia społecznego do śmierci włącznie – w skutek samobójstwa. Jego ryzyko wynosi nawet 20%. Dodatkowo sama depresja często wikła inne schorzenia o przewlekłym przebiegu, obniżające sprawność organizmu – od tych całkiem powszechnych jak niewydolność serca, po stwardnienie rozsiane czy reumatoidalne zapalenie stawów.

Obecnie na depresję cierpi około 10% Polaków, w tym kobiety chorują dwukrotnie częściej niż mężczyźni. Wspomniany wskaźnik uwzględnia również tzw. „depresje maskowane”, które przebiegają pod postacią dolegliwości ze strony różnych organów, bezsenności lub innych schorzeń psychicznych – w tym anoreksji. To bardzo duża liczba, która stale rośnie. Depresję uważa się za nową epidemię XXI wieku. Obecnie, wedle stanowiska WHO uważana jest za główną przyczynę niepełnosprawności i niezdolności do pracy.

Inne statystyki również wzbudzają skrajne emocje. Z jednej strony odnotowuje się rosnącą ilość samobójstw – w ostatnich latach wynosi ona 16/100 000 osób w populacji (w latach ubiegłych od 10-15/100 000). Z drugiej zaś strony nawet 80% Polaków deklaruje się jako szczęśliwych, zadowolonych ze swojego życia. Ciężko znaleźć jedno wytłumaczenie na ową „dwubiegunowość” naszego społeczeństwa.

Depresja ma wiele objawów. Wedle obowiązującej w Polsce klasyfikacji chorób (ICD-10), powinny one trwać co najmniej 2 tygodnie. Do najbardziej „klasycznych” należą:

  • obniżenie nastroju,
  • utrata zainteresowań i zdolności do czerpania radości z życia (zjawisko zwane w medycynie „anhedonią”),
  • spadek energii życiowej, co skutkuje zmniejszoną aktywnością oraz łatwym męczeniem się.

Pozostałe, nie mniej ważne obejmują problemy z koncentracją, obniżenie samooceny, myśli samobójcze, czarne wizje przyszłości, zaburzenia funkcji fizjologicznych – głównie snu i apetytu (który najczęściej jest obniżony, ale może być również nadmierny). Osoba z depresją najczęściej mimowolnie budzi się wczesnym rankiem, mimo iż nie jest wypoczęta, i właśnie wtedy czuje się najgorzej. Pod koniec dnia nastrój ulega polepszeniu, jednak z kolejnym dniem schemat znów się powtarza. Często również pojawia się lęk, który jest określany jako „wolnopłynący” i „stały”, mimo iż osoba chora nie potrafi wskazać jej źródła. Część jednak, zapytana skąd on pochodzi, umiejscawia go wewnątrz ciała, w obrębie klatki piersiowej. Najniebezpieczniejsze są myśli o bezsensie życia, prowadzące do pojawienia się tendencji samobójczych. Wielu ludzi przed odebraniem swego życia daje otoczeniu sygnały ostrzegawcze, mówiąc „chciałbym zasnąć, by nigdy się nie zbudzić”, czy zdradzając konkretne plany jak zamierza tego dokonać. Takich wypowiedzi nigdy nie należy ignorować. Ryzyko samobójstwa wzrasta u tych, którzy mają tendencję do nadużywania alkoholu i innych środków psychoaktywnych. U części osób z myśli o rezygnacji z życia pojawia się mimowolnie, a osoba cierpiąca na depresję wcale nie pragnie własnej śmierci (ze względu chociażby na przekonania religijne potępiające samobójstwo czy rodzinę). Jest to ostatni sygnał, który nakazuje nam szukać pomocy, bez względu na to czy problem zauważamy u siebie, czy u bliskiej osoby. Często bowiem ci, którzy „wołają o pomoc”, sami boją się stawić czoła chorobie, chociażby z powodu wstydu wiążącego się z diagnozą choroby psychicznej. Pomocy psychiatry należy więc szukać zawsze, gdy objawy depresyjne utrzymują się powyżej miesiąca, lub pojawiają się myśli o śmierci.

Obecnie depresję farmakologicznie leczy się głównie lekami z grupy SSRI, do których należy słynny Prozac, oraz trój- i czteropierścieniowymi lekami przeciwdepresyjnymi. Większość z nich wpływa na neurotransmitery w mózgu, związane z przekazywaniem informacji – przede wszystkim serotoniny oraz noradrenaliny. Jest to zgodne z klasyczną teorią powstawania depresji, wedle której zaburzenia w przekaźnictwie za pomocą tych substancji są powodem pojawienia się zaburzeń nastroju. Jednak ich działanie nie ogranicza się jedynie do tego działania. Badania wykazują, iż ich dłuższe stosowanie wzmaga neurogoenezę w hipokampie – to jest powstawanie nowych komórek nerwowych w strukturze mózgu odpowiedzialnej m.in za procesy pamięciowe, uczenia się oraz orientację przestrzenną. Z drugiej strony hipokamp moduluje nasze zachowanie w zależności od nastroju. Owa stymulowana neurogeneza tłumaczyłaby dlaczego do rozpoczęcia swojego działania leki przeciwdepresyjne potrzebują tak długiego czasu (2-4 tygodni) – struktury nerwowe nie odbudowują się bowiem na przestrzeni kilku godzin czy dni.

Okazuje się, że do niektórych z efektów leków przeciwdepresyjnych przyczyniają się ich interakcje z układem endokannabinoidowym. Ów układ receptorów nazwany został tak od roślin, które zawierają pobudzające je substancje (kannabinoidy do których zalicza się ponad 60 substancji, w tym THC) – konopie (m.in. Cannabis sativa). Receptory tego systemu są obecne w naszym mózgu już od wczesnych etapów rozwoju, i biorą udział w rozwoju komórek nerwowych, ich różnicowaniu się oraz determinują ich przetrwanie. Odgrywają również istotną rolę w powstawaniu nowych neuronów, czyli wspomnianej neurogenezie. Poza tym kannabinoidy mają działanie ochronne dla struktur naszego mózgu – nie tylko zwalczają wolne rodniki, ale też zabezpieczają przed zjawiskiem zwanym excitotoxicity. Jest to śmierć komórek nerwowych w skutek nadmiernego ich pobudzenia. Ów mechanizm jest odpowiedzialny za obumieranie neuronów w padaczce i innych chorobach układu nerwowego.

Poza tym, że kannabinoidy zajmują się kształtowaniem architektury naszego mózgu, mają też niemały udział w powstawaniu niektórych stanów psychicznych. I tak z jednej strony mogą powodować halucynacje, z drugiej – łagodzić niepokój i powodować uczucie rozluźnienia. Układ endokannabinoidowy w ciągu naszego życia podlega też ciągłym przekształceniom, dostosowując się do bodźców pochodzących ze środowiska. Na aktywność tego układu ma wpływ chociażby przewlekły stres, który może wywoływać depresję. Zakłócając ochronną funkcję układu endokannabinoidowego stres powoduje bowiem obumieranie neuronów w kluczowym dla rozwoju depresji hipokampie. Obecnie myszy pozbawione receptora kannabinoidowego 1 (CB1) używane są jako zwierzęcy „model depresji”. O ile w dogodnych warunkach nie przejawiają żadnych nieprawidłowości, pod wpływem stresu pojawiają się u nich zaburzenia zachowania. Jeżeli podobne procesy zachodzą u ludzi, oznaczałoby to że kannabinoidy odpowiadają za dwie ważne właściwości – umiejętność przystosowania się do nowych, niewygodnych warunków, oraz chronią nas przed skutkami tych zmian – w tym zaburzeniami nastroju. Natomiast receptor kannabinoidowy 2 (CB2), który w mózgu występuje w niewielkiej ilości również odgrywa rolę w powstawaniu depresji. Wariant genu tego receptora (Q63R) wiąże się z częstszym występowaniem tego schorzenia u Japończyków.

Warto też wspomnieć, że pozbawienie snu, będące jedną z metod leczenia depresji wzmaga ilość naturalnych, produkowanych w naszym ciele kannabinoidów, wywołując efekt antydepresyjny. Kannabinoidy są też syntetyzowane w zwiększonej ilości przy podawaniu leków stosowanych w leczeniu tego zaburzenia.

Obecnie trwają prace nad nową klasą leków, które poprzez oddziaływanie z układem kannabinoidowym będą zmniejszać objawy depresji, takich jak zaburzenia poznawcze, wahania wagi ciała oraz często jej towarzyszące – uzależnienia. Na wyniki tych badań czeka już 8 milionów Polaków, a na świecie, wg. WHO – aż 350 milionów ludzi cierpiących na depresję.

 

Olej z Konopi CBD najlepszych producentów  i  inne suplementy w najlepszych cenach, znajdziesz w sklepie pod tym linkiem   Medyczny Olej Sklep

Zapisz się do biuletynu Medycznego Oleju

Zapisanie zajmie ci mniej niż minutę a dzięki niemu:

-uzyskasz dostęp do ekskluzywnych materiałów

-będziemy powiadamiać cię o nowych artykułach na portalu

-otrzymasz stały rabat w naszym sklepie

-poinformujemy cię o konkursach i promocjach

Email marketing templates powered by FreshMail.com

 

ŹRÓDŁA: