Dr Arno Hazekamp ukończył biologię na Uniwersytecie w Leiden w Holandii. Początkowo jego zainteresowania dotyczyły biologii molekularnej, następnie otrzymał tytuł magistra z dziedziny nauk biofarmaceutycznych. Studia ukończył z wyróżnieniem w 2000r., po ukończeniu badań nad tradycyjną, tajską medycyną.

W chwili rozpoczęcia studiów doktoranckich jego zainteresowania coraz bardziej zaczęły krążyć wokół konopi, oraz ich zastosowania w medycynie. Skupiał się przede wszystkim na praktycznych przeszkodach, które stoją na drodze do wprowadzenia tej rośliny do świata nowoczesnej medycyny. Zajmował się przede wszystkim analizą chemiczną, kontrolą jakości oraz tworzeniem produktów na bazie konopi współpracując z Bedrocan BV – holenderskim, oficjalnym hodowcą marihuany.

Aktywnie współdziałał również z Ministerstwem Zdrowia w Holandii, współtworząc ich program dotyczący marihuany medycznej. Z czasem stał się gorącym zwolennikiem stosowania tej rośliny do celów medycznych, i propagatorem bardziej naukowego podejścia do jej użycia zarówno na terenie swojego kraju, jak i za granicą.

Po ukończeniu studiów doktoranckich zajął się badaniami nad roślinami leczniczymi, poświęcając szczególną uwagę konopiom. Jako niezależny naukowiec współpracuje z rządem, firmami farmaceutycznymi oraz uczelniami, jak Echo Pharmaceuticals (pracującą nad podjęzykową tabletką uwalniającą THC i inne kannabinoidy), oraz Storz & Bickel (tworzącą waporyzatory do inhalacji medycznej marihuany).

Dr Hazekamp uważany jest za eksperta w kwestii hodowli, kontroli jakości oraz tworzenia leków na bazie konopi. W 2011 roku został kierownikiem wydziału Badań i Rozwoju w Bedrocan BV, gdzie zajmuje się przygotowywaniem badań klinicznych z udziałem marihuany medycznej.

Specjalnie dla czytelników naszej strony zgodził się udzielić długiego wywiadu, w którym poruszyliśmy kwestie najbardziej palące dla nie tylko zwolenników, ale też przeciwników marihuany. Jego bogate doświadczenie, nabyte podczas ponad 10 lat pracy nad zastosowaniem kannabinoidów w medycynie, a także praktyczne podejście do owego zagadnienia są niezwykle cenne. Pozwalają obalić część mitów, a także ujawniają… jak wiele jeszcze będziemy się musieli dowiedzieć o medycznej marihuanie.

Witam Pana. Bardo się cieszę, że zechciał Pan wziąć udział w wywiadzie.

Witam. Otrzymałem Wasze pytania i myślę że jestem dobrze przygotowany. Postaram się na nie odpowiedzieć ale w kwestii niektórych odpowiedzi… cóż, nie ma jasnych odpowiedzi. Nikt tego nie wie. Moim zdaniem to całkiem zabawne, kiedy pytasz o coś naukowca. Bo prawdziwy badacz nigdy nie udzieli ci prostej odpowiedzi na zasadzie „tak” bądź „nie”. One nie istnieją. Prawdziwy naukowiec zawsze powie „więc… to troszkę bardziej skomplikowane”.

I na pewno będą potrzebne kolejne badania, które umożliwią rozwiązanie tych zagadek. Wciąż jednak istnieją ci, którzy twierdzą, że marihuana medyczna może rozwiązać większość ich problemów. Czy popiera Pan to twierdzenie, czy jest Pan temu przeciwny?

Jeśli ludzie uważają, że marihuana może wyleczyć wszystko – będą zawiedzeni. Jeszcze jakiś czas temu to była kwestia opinii, i każdy mógł mówić to co chciał. Mija jednak 10 lat od tych czasów. Obecnie marihuanę można nabyć w USA, Kanadzie, Holandii i innych miejscach, i… zaczynamy widzieć też pierwsze problemy. Po 10 latach można spojrzeć z dystansu na to zagadnienie, i zadać sobie pytanie „czego się nauczyliśmy?” „Co zadziałało, a co nie?”. Byli pacjenci, którzy myśleli że marihuana będzie dla nich ratunkiem i pomoże im zażegnać chorobę raz na zawsze, ale tak się nie stało… Znam ludzi, którzy umarli na raka, mimo że przyjmowali kannabinoidy w ekstremalnie wysokich dawkach, szukali informacji wszędzie, kupowali olej od osób, których można było uznać za godnych zaufania dostawców… Są ludzie, którzy na początku osiągają znakomite efekty dzięki marihuanie, jednak potem po prostu przestaje ona odnosić skutek. Są też ludzie, u których wystąpiły skutki uboczne, których nie mogli znieść – ale to jest normalne. Każdy rodzaj leku może tak zadziałać. Za każdym razem myślimy, że mamy do czynienia z nowym, cudownym lekarstwem, ale potem zaczynamy zauważać że wcale się od innych leków nie różni. Czasami pomaga, ale ma też działania niepożądane, czasem nie działa wcale, a czasem nawet daje skutki przeciwne do zamierzonych. Jednak jest coś, co szczególnie chciałbym zaznaczyć w przypadku marihuany. Każdy lek produkowany jest w warunkach zapewniających bezpieczeństwo. Nie są niczym zanieczyszczone, nie zawierają bakterii a w przypadku marihuany – nie wiemy tego na pewno. Więc kiedy marihuana nie pomaga, nie można jasno stwierdzić czy to dlatego, że ona sama nie działa, albo zakupiony produkt albo nie posiada w ogóle konopi ani kannabinoidów, więc są po prostu oszustwem, albo zawierają toksyczny rozpuszczalnik, gdzie przykładem może być olej Ricka Simpsona, albo są zanieczyszczone przez wspomniane bakterie. Ludzie szukają odpowiedzi na temat konkretnego produktu, ale jeśli nie znamy jego składu, nikt mu ich nie udzieli – bo nikt nie sprawdził co dokładnie się w nim kryje.

Czy popiera Pan zatem pomysł, by ludzie potrzebujący marihuany medycznej mogli hodować rośliny na własny użytek w domu? Czy też lepiej, by dostawcami pozostali wybrane osoby, które musiałyby podlegać obowiązkowej kontroli?

Historia marihuany zaczęła się od ludzi, którzy hodowali konopie we własnym ogródku. Szanuję to, a także tych którzy się temu poświęcają. Jako naukowiec nauczyłem się od nich wiele. Poza tym to również tradycja, nieprawdaż? Studiowałem biologię, i mój obszar badań obejmował rośliny lecznicze stosowane na terenach Brazylii, Indonezji, Tajlandii i podobnych miejsc. A konopie rosną przecież powszechnie, bez naszej ingerencji, tuż obok mieszkań czy ogródków uprawianych przez tych ludzi. Właśnie ci ludzie pozwolili mi się wiele nauczyć. Ponadto dla nich jest to tradycja. W moim kraju również. I dlatego myślę, że ludzie powinni mieć prawo do prowadzenia własnej hodowli bo… to lepsze niż nic.

Ale trzeba też zdawać sobie sprawę, że wiążą się z tym liczne problemy. W przypadku osób, które hodują marihuanę wyłącznie na własny użytek nie jest on tak wielki. Jednak kiedy ktoś zaczyna robić leki dla innych ludzi, nawet jeśli nie działają jako firma, ale nawet zwyczajnie chcąc pomóc innym – musi zdawać sobie sprawę z tego, że idzie za tym duża odpowiedzialność. Wielu z nich nie zna bowiem zagadnień związanych z chemią, bezpieczeństwem, toksykologią…

Zatem musimy się liczyć z tym, że produkując na własny użytek lek, z własnoręcznie zebranych konopi, uzyskany produkt  okaże się dla nas toksyczny, bo, przykładowo, zawierać będzie zanieczyszczenia?

Oczywiście. I to nie tylko moje spekulacje, to się dzieje. Jeśli przejrzeć niektóre raporty przygotowane przykładowo przez FDA [amerykańska Food & Drug Administration, zajmująca się nadzorem m.in. nad lekami], to można zauważyć, że wiele z nich, przede wszystkim olej z konopi, które są sprzedawane nie są tym, co jest napisane na opakowaniu. Niektóre z nich w ogóle nie zawierają marihuany. Albo ich producenci nie są wystarczająco inteligentni, albo są po prostu… oszustami. I w ten sposób wyciągają ogromne sumy pieniędzy od ciężko chorych ludzi a zatem są po prostu kryminalistami. Ale dopóki nie ma żadnej kontroli, bo nikt nie ma w swoim domu laboratorium. Ile CBD zawiera mój olej? Nikt tego nie powie, bo jak masz to sprawdzić? To niemożliwe.

Gdy mówimy o ludziach dotkniętych naprawdę poważną chorobą, ich celem nie jest wyprodukowanie sobie własnego leku. Im zależy przede wszystkim, by otrzymać coś, co im pomoże, i to już, jak najszybciej. Ma być bezpieczne i odpowiednio skuteczne. Natomiast ludzie, którzy sami hodują marihuanę w swoim ogródku nie przejmują się tym, bo nie taki jest ich cel. Są ludzie, którzy konopie lubią tak bardzo, że chcą z nich robić wszystko. To oni najczęściej wypowiadają się na blogach i stronach internetowych,  spotkaniach aktywistów. Ale jeśli bliska mi osoba dowie się że cierpi na stwardnienie rozsiane, nie stanie się z dnia na dzień hodowcą konopi – bo nie na tym jej zależy. Chce po prostu uzyskać lek, który jej pomoże. Z tego powodu uważam że w przyszłością są niekoniecznie wielkie firmy. Mogą być małe, jak w przypadku leków roślinnych. Tego rynku nie kontrolują przecież wyłącznie duże koncerny farmaceutyczne – istnieją tysiące małych, niezależnych dostawców, i możesz wybrać spośród licznych źródeł. Jednak zapewniają wymagane minimum jakości oferowanego towaru.

Uważa Pan zatem, że powinny mieć chociażby laboratoria, które umożliwią im sprawdzenie zawartości, zanieczyszczeń…

Dokładnie tak. Kiedy pacjent udaje się do lekarza i prosi o leki ziołowe, zazwyczaj nie pochodzą one od jednego, wielkiego producenta. Można wybierać spośród licznych dostawców. Ale każdy z takich leków został przetestowany choćby w minimalnym stopniu, by mieć pewność, że jest bezpieczny i zawiera te składniki, które powinny w nim być.

 

Olej Konopny CBD najlepszych producentów  i inne suplementy znajdziesz w sklepie pod tym linkiem   http://medycznyolej.com/80-oleje-cbd-i-pasty